Polska
FANTASTYCZNE DWA ZDJĘCIA UFO Z 2013!
Po powrocie do Bazy FN każdy z uczestników wyjazdu do autora zdjęć z lipca 2013 został poproszony o kilka słów komentarza. Ot tak, na potrzeby Archiwum FN!
Oto, co napisał Mateusz:
-----Original Message-----
From: Mateusz [dane do wiad. FN]
Sent: Wednesday, May 13, 2015 1:54 PM
To: FN
Subject: Podsumowanie
"Nikt nie zadaje sobie trudu, jeśli nie widzi gdzieś potencjalnego zysku” - to zdanie, wypowiedziane kiedyś w mojej obecności przez bardzo mądrego człowieka, uderzyło mnie swoją prawdziwością i utkwiło mi w pamięci. Dzisiaj myślę, że jak znalazł pasuje do sytuacji otaczającej zdjęcia UFO ze [nazwa do wiad. FN]. Ale zanim wytłumaczę o co dokładnie chodzi, pozwolę sobie zacząć od początku.
Widząc zdjęcia po raz pierwszy, odniosłem się do nich bardzo krytycznie. Moje podejrzenia wzbudziła oczywiście pionowa kreska nad obiektem, do złudzenia przypominająca linkę. Lecz podświadomie chyba największy sprzeciw wywołała u mnie jakość obiektu, jego ostrość… To że nie jest to zlepek pikseli, a czarno na białym latający spodek! Nawet kiedy człowiek zajmuje się badaniem zjawiska UFO, nawet mając setki dowodów i będąc przekonanym o jego prawdziwości… Mimo wszystko w dalszym ciągu gdzieś wewnątrz umysłu włącza się czerwona lampka i sygnał ostrzegawczy, że coś tu jest nie tak. Że jest to, jak głosi stare porzekadło, zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy w programach graficznych ludzie tworzą cuda, a w internecie zobaczyć można praktycznie wszystko.
To jednak w żadnym razie nie zwalnia z obowiązku posiadania otwartego umysłu. Bowiem to, co wydaje się oczywistością na pierwszy rzut oka, często okazuje się błędne, jeśli zagłębić się w to bardziej. Technologie które kiedyś wydawały się niemożliwe i nie do pojęcia przez ludzki umysł, dzisiaj są szarą, codzienną rzeczywistością. Rzeczy których nie rozumieliśmy i nie akceptowaliśmy kilkaset lat temu, dzisiaj towarzyszą nam na każdym kroku. Dociekliwość zaś w wielu przypadkach pozwoliła odkryć prawdę stojącą za zasłoną tajemnicy. W tym przypadku momentem kluczowym było dotarcie do miejsca zdarzenia dzięki pomocy miejscowych, których serdecznie z tego miejsca pozdrawiam, a także dzięki niezawodnej intuicji jednego z członków naszej załogi. I wiadomo już było, dlaczego autor wcześniej nie chciał się z nami spotkać, ani pokazać nam tego terenu. Ponieważ zdjęcie zrobione było z jego działki! Z autorem udało nam się zresztą przypadkiem zobaczyć i raz jeszcze z nim porozmawiać… Według jego relacji “obiekt utrzymywał się na niebie przez około minutę, po czym zgasł jak żarówka”.
W jaki sposób można by było próbować znaleźć dziurę w całym? Ktoś się wspiął na drzewo po lewej i z wędki spuścił na żyłce obiekt? To drzewo widoczne na kadrze po pierwsze znajduje się kilka metrów po lewej stronie. Po drugie jego gałęzie nawet dzisiaj są za cienkie, by utrzymać na nim człowieka, a zdjęcie zrobione było 2 lata temu. Sama wizja zaś jest przezabawna, jeśli wyobrazić sobie człowieka (który do dzisiaj przejmuje się tym, że dwoje jego sąsiadów którym pokazał fotografie wciąż puka się w czoło na jego widok), jak wraz ze wspólnikiem, wędką i spodkiem na żyłce robi wielką mistyfikację. Autor zrobił zdjęcia dla pieniędzy? Wręcz przeciwnie, ponieważ wcale się z nimi nie obnosił, nie rozsyłał do gazet ani telewizji, zaś pieniądze… Nie zarobił na nich ani grosza. Dla żartów? Pozwolę sobie w tym miejscu napisać, że zawodowo zajmuje się analizą mowy ciała. Po rozmowie z autorem jestem absolutnie przekonany, że mówi prawdę. Przywołując moment, kiedy zobaczył na niebie ten obiekt, przeżywał autentyczne emocje i przypominając sobie kolejne fakty, mocno identyfikował się z całym zdarzeniem.
I w tym miejscu dochodzimy znów do tego wymownego zdania. “Nikt nie zadaje sobie trudu, jeśli nie widzi gdzieś potencjalnego zysku”. I to właśnie zdanie uważam za koronny argument prawdziwości tego przypadku. Gdzie ten człowiek miałby znaleźć chęć i motywację, żeby chcieć bawić się w tak infantylną głupotę, jak preparowanie fałszywych zdjęć z latającymi spodkami? Gdziekolwiek nie próbować się ich doszukiwać, nie ma w zachowaniu i poczynaniach autora zdjęć żadnej logiki, która tłumaczyłaby jakikolwiek powód spreparowania fotografii. W Polsce po raz kolejny zrobiono zdjęcia UFO o klasie, jaką rzadko znaleźć można gdziekolwiek indziej na świecie.
Mateusz
I jeszcze opinia kolejnego filaru naszej ekipy, czyli… Małgosi.
Z samego rana w poniedziałek, po wieczorze i nocy spędzonych w Emilcinie wyruszyliśmy w ponad
stukilumetrową podróż na miejsce wykonania tych niezwykłych zdjęć. To dla samochodu osobowego nieco ponad dwie godziny drogi, ale nasz Nautmobil porusza się dostojnie i powoli. Do celu dotarliśmy więc po godzinie 12-tej. Prawie całą drogę kierował Mateusz.
[…] leży na zachód od Skarżyska-Kamiennej. Wybieraliśmy się do tej miejscowości już od pewnego czasu gdyż jakiś rok temu dotarły do nas ciekawe zdjęcia niezidentyfikowanego obiektu. Fotografie są bardzo wyraźne, jakością zbliżone, a może nawet przewyższające zdjęcia ze Zdanów. Korespondencję z autorem zdjęć z miejscowości X prowadził prezes Fundacji. Czytałam te maile i śledziłam rozwój sytuacji. Byłam bardzo ostrożnie, żeby nie powiedzieć – nawet sceptycznie nastawiona do fotografii, gdyż cały czas miałam przed oczami dziesiątki zdjęć przesyłanych nam dla żartu i w celu skompromitowania Fundacji po zdarzeniu ze Zdanów. A te zdjęcia były tak podobne – obiekt nad łąką czy też nad drzewami widocznymi w oddali, a z jednej strony kadru fragment drzewa.
Wątpliwości nie rozwiała, a wręcz je pogłębiła analiza dokonana przez Rafała, który wskazał na istniejące nad obiektem bardzo delikatne ślady, jakby po niciach. Z drugiej strony jednak, widać było, że owe „nici” na każdym ze zdjęć wyglądają inaczej. Na jednym jest pojedynczy ślad, a na drugiej fotografii jakby się rozdzielał na trzy części. Było też parę szczegółów, które wydawały się przemawiać na korzyść fotografii, między innymi ułożenie odbicia Słońca na obiekcie, jego ciekawa konstrukcja z dodatkowym elementem pod spodem. Poza tym, jeśliby ktoś jednak bardzo chciał dokonać oszustwa posługując się wędką jako wysięgnikiem, to i tak cała operacja była by bardzo trudna do wykonania. Pomiędzy fotografującym a obiektem był płot. Tak więc osoba obsługująca wędzisko musiałaby stać za fotografującym, albo gdzieś na łące, poza zasięgiem obiektywu aparatu.
Tak więc z takimi wątpliwościami jechałam do […]. Ale na tym właśnie polega badanie zjawisk niewyjaśnionych. Należy za wszelką cenę dotrzeć do świadka i miejsca zdarzenia. Sprzed monitora komputera można bardzo łatwo ferować opinie i udawać specjalistę od wszystkiego (nie tylko od UFO), ale ile są warte takie opinie, miałam okazję nie jeden raz się przekonać.
Do […] jechaliśmy w ciemno. Autor zdjęć dawał do zrozumienia, że mieszka w maleńkiej wiosce i absolutnie nie życzy sobie rozgłosu, który na 100 procent skończyłby się kpinami i żartami w najbliższym otoczeniu. Postanowiliśmy więc pojechać dyskretnie, bez informowania go o planach.
Jedynym tropem jaki mieliśmy to fotografie, gdzie na jednej z nich widać było stary drewniany płotek. Po raz pierwszy mieliśmy więc okazję identyfikować miejsce po … sztachetach J, ale po kolei.
Po dotarciu do wioski mała konsternacja. Nigdzie nie widać miejsca znanego ze zdjęć. Wioska jest zabudowana ładnymi, murowanymi domami. Wszędzie porządek, metalowe ogrodzenia i ani śladu drewnianego płotka. Przyjazd oryginalnego samochodu z napisem Nautilus nie uszedł uwadze miejscowych. Jeden z nich przyglądał nam się z daleka. Robert podszedł do niego i zaczął się wypytywać o okolice. Po chwili nadszedł kolejny mieszkaniec . Panowie po kilkuminutowej naradzie podali nam dwie lokalizacje – jedną w pobliskiej miejscowości o wdzięcznej nazwie […], a drugą znacznie bliżej. Zaczęliśmy od tej drugiej. Droga do osady składającej się z zaledwie kilku gospodarstw wiodła rzadko używaną ścieżką wzdłuż lasu. Z jednej strony las, z drugiej łąki – nieużytki. Tak musieliśmy przejść kilkaset metrów. Ścieżka się skończyła i dalsza droga, a właściwie bezdroże doprowadziło nas do owej osady. Pewnie jej mieszkańcy korzystają z innej drogi, z drugiej strony zabudowań, ale nie bardzo znaliśmy teren i woleliśmy się poruszać po tej mniej wygodnej stronie. Najważniejsze było to, że rzeczywiście tamtejsze gospodarstwa były ogrodzone drewnianymi płotkami. Dopadliśmy do pierwszego, wyjęliśmy fotografie i zaczęliśmy porównywać ułożenie sztachet. Musiało to dziwnie wyglądać, ale niestety to nie był ten płot. Ku bezgranicznemu zdziwieniu gospodarza z sąsiedniej posesji, poszliśmy do kolejnego płotu i powtórzyliśmy całą operację. Również bez skutku. Rozglądaliśmy się w poszukiwaniu następnych potencjalnych celów brodząc cały czas po łące zarośniętej wysokimi trawami. Pełno w niej było dziur i nierówności, ale na szczęście nikt nie skręcił sobie kostki. Kiedy już w zasięgu wzroku nie widzieliśmy nic drewnianego jedynie duży fragment betonowego ogrodzenia, zaczęliśmy z Mateuszem myśleć o przejechaniu do tej drugiej wioski – […]. Jedynie Robert uparcie szedł naprzód. Wyprzedził nas o jakieś sto metrów i zniknął za tym betonowym płotem. Nie bardzo mi się chciało iść dalej. Wędrowanie po zarośniętej łące dość szybko się nudzi. Kiedy już cofałam się w stronę ścieżki, dobiegł mnie głos Roberta. Nie było wyjścia. Kolejny płot do identyfikacji stal przed nami. Po dłuższej chwili dotarłam do tego miejsca. I tu niespodzianka. Po raz pierwszy można było zobaczyć podobieństwo okolicy do tej znanej z fotografii. Zaczęliśmy z Mateuszem oglądać sztachety. Tak, to właśnie to miejsce, z którego wykonano zdjęcia. Udało nam się też ustalić, gdzie dokładnie stał fotograf. Rozejrzeliśmy się dokładnie po terenie. Płot nie ma żadnych dziur przez które można przejść. Jest solidnym ogrodzeniem, a kilkadziesiąt metrów za nim stoi budynek mieszkalny. Porobiliśmy trochę zdjęć, a przede wszystkim zaczęliśmy dyskutować, jak w takich warunkach terenowych można było pokusić się o mistyfikację. Rzeczywistość pokazała, że manipulacja przedmiotem w takich warunkach jest praktycznie niewykonalna. Kiedy tak staliśmy i rozmawialiśmy, z tyłu doszedł nas odgłos kroków. W naszym kierunku zbliżał się starszy pan z talerzem w ręku.
- Dzień dobry panie […]! – krzyknął w jego kierunku nasz kolega.
- Dzień dobry – odparł ten sympatycznie wyglądający starszy mężczyzna – zaraz podejdę, tylko dam psu jeść.
Po chwili był już przy nas. Był zdziwiony naszą wizytą i na pewno zakłopotany, ale przy tym niezwykle uprzejmy. Miałam przez chwilę obawy, że jak zobaczył troje obcych ludzi pod swoim domem, to może nas potraktować dość ostro. Tym bardziej, że przecież zaznaczał, że nie chce rozgłosu. Nic takiego się nie stało. To niezwykle kulturalny i wrażliwy człowiek. Przedstawiliśmy się, że jesteśmy z Fundacji Nautilus. Robert spytał bezpośrednio – czy to pan robił te zdjęcia?
Bez zawahania potwierdził. Sposób, w jaki mówił absolutnie wyklucza, że ten człowiek mógł dokonać jakiejkolwiek manipulacji. Opisał nam dokładnie przebieg zajścia. To był 3-ci lipca 2013. Kosił wtedy trawę na swoim podwórku, właśnie przy płocie i jego uwagę nagle przykuło coś, co znajdowało się na niebie. Obiekt był tak niezwykły, że pan […] pobiegł do domu po aparat i zrobił te zdjęcia. Cała obserwacja mogła trwać około minuty. Na pytanie, czy obiekt wydawał jakieś odgłosy, odpowiedź była przecząca. Ani dźwięku, ani zapachu. Nie oddziaływał też na obserwatora. W jakiej był odległości, tego świadek nie potrafił nam powiedzieć, ale raczej było to według niego daleko, za linią drzew. Nawet na przesłanej do nas mapce pokazującej miejsce zdarzenia, zaznaczył on, że obiekt był około kilometra od […]. Bardzo interesująca była odpowiedź na pytanie jak się zakończyła obserwacja. Otóż, obiekt zniknął, tak jakby światło ktoś wyłączył – tak to opisał świadek obserwacji.
Przy okazji, wyjaśniła się sprawa tajemniczych plastikowych butelek na łące. Zastaliśmy je tak, jak były na fotografiach sprzed prawie dwóch lat. Otóż te butelki to odstraszacze kretów. Działają jak wiatraczki. Są umieszczone na patykach, mają ponacinane boki i w czasie wiatru kręcą się i wytwarzają nieprzyjemne wibracje. Krety nie znoszą tego dźwięku i nie osiedlają się w pobliżu.
Kończąc ten opis wyprawy do […] mogę tylko jeszcze napisać, że bardzo się cieszę, że się pomyliłam w swojej wstępnej ocenie. Zmylona „nićmi” mogłam pochopnie odrzucić niezwykle ciekawą sprawę. Czym są owe nici, tego oczywiście nie wiem. Mogę tak jak inni jedynie zgadywać. Może mają jakiś związek z wędrówkami pomiędzy wymiarami, czy też są efektem projekcji (obiekt holograficzny a nie rzeczywisty). A może to coś w rodzaju skupienia wiązki światła. Nie wiem. W każdym razie o podobnych efektach na zdjęciach z obiektami UFO wspominała […], nasza koleżanka z Fundacji Nautilus.
23 stycznia 2016 roku w Bazie FN odbyło się spotkanie, na którym zapadła decyzja o opublikowaniu materiałów w sprawie zdjęć UFO wykonanych przez B.S. 3-go lipca 2013 roku. Został nagrany wtedy krótki materiał wideo, na którym nasza Małgosia z FN opowiada o swoich refleksjach dotyczących tych niezwykłych dwóch zdjęć UFO.
Materiał wideo
Miałem ogromne wątpliwości, ale przyznaję - myliłem się... zdjęcia są prawdziwe! - rozmowa z prezesem FN.
FN: Krótko: wierzysz, że te zdjęcia są prawdziwe?
Tak.
FN: Dlaczego?
Wiem, że zabrzmi to może dziwnie, ale rozmowa z autorem zdjęć była dla mnie czymś w rodzaju zderzenia z rozpędzoną lokomotywą. To miało inaczej wyglądać, miałem złapać „frajera od nitek”, wypunktować, zagonić go w kozi róg. Tymczasem już po chwili rozmowy stało się dla mnie jasne, że ten człowiek nie kłamie.
FN: Tak jak dla nas wszystkich…
To prawda. Ludzie oczywiście zawsze będą mówili, że „to nie jest żaden dowód” takie spojrzenie w oczy człowiekowi, że można zagrać aktorsko to czy tamto, ale dla mnie jako człowieka zajmującego się zawodowo dziennikarstwem od 25 lat nie ma szans, żeby… w każdym razie zapytałaś mnie, więc mówię: tak, ten człowiek mówił prawdę i zdjęcia są prawdziwe.
FN: Byłeś trochę zaskoczony spotkaniem ze świadkiem?
Trochę?! Dosłownie wmurowało mnie w ziemię. Człowiek był wiarygodny do bólu, niczego nie ukrywał, niczego nie maskował. Trochę był zaskoczony naszą niespodziewaną wizytę, ale to akurat element sprzyjający całej sprawie, gdyż świadków trzeba czasami spotykać z zaskoczenia, bez zapowiedzi. Ten wariant przećwiczyliśmy solidnie przy okazji historii ze Zdanów i sprawdzał się rewelacyjnie.
FN: No właśnie, Zdany. Czy twoim zdaniem te zdjęcia są drugimi Zdanami?
Oczywiście, że nie! Zdany są poza skalą i nie ma nawet sensu porównywać tamtą sprawę z czymkolwiek innym. Tam był cały szereg wydarzeń, wielu świadków, tysiące drobnych elementów, które dopiero przez 10 lat żmudnego śledztwa udało nam się poskładać w całość i wszystko zgadzało się nawet w najdrobniejszym elemencie. Nie wyobrażam sobie, aby zdarzyło się kiedykolwiek podobna skala operacji badania zdjęć UFO. W przypadku zdjęć z 3 lipca 2013 roku jest oczywiście inaczej, ale tak – zdjęcia są prawdziwe.
FN: Przyznasz, że owe smugi czy nitki zawsze będą kładły się cieniem na tych zdjęciach?
Oczywiście. Historię ze Zdanów udało nam się udowodnić i dlatego mówię jasno: Zdany są dowodem na prawdziwość tego zjawiska. Te zdjęcia po prostu są prawdziwe. Jak oceniać tego typu dziwne smugi, które dochodzą do obiektu? Każdy może sobie sam wyrobić zdanie i na przykład uznać, że ten przemiły starszy pan postanowił zamienić się w cyrkowca i jednocześnie rzemieślnika, a także sportowca, po czym z pomocą jakichś pomagierów zrobił cyrk, zrobił zdjęcia, a potem je przysłał odstawiając teatr… Każdy ma prawo tak oceniać tego człowieka. Ja jednak powiem stanowczo: wykluczam ze strony tego pana wszelkie „cyrki z wędkami”. Wszyscy wiemy po spotkaniu z nim, że zdjęcia są prawdziwe.
FN: Co dalej?
W sprawie tych zdjęć nie będziemy uruchamiali podobnego procesu, jak ze zdjęciami ze Zdanów. Zrobiliśmy tyle, ile trzeba – dokładnie obejrzeliśmy zdjęcia, pojechaliśmy na miejsce, rozmawialiśmy ze świadkiem. Zwróć uwagę, że ocena nas wszystkich była jednoznaczna…
FN: To prawda.
… nie me więc sensu przeprowadzać jeszcze głębszego dochodzenia. Po tej historii będziemy wiedzieć na pewno jedną rzecz – jeśli do obiektu UFO z góry dochodzi cienka strużka przypominająca nitkę, to wcale nie znaczy, że jest to nitka, a model dynda na wielkim wędzisku… To dla mnie także było poważną lekcją, gdyż wcześniej miałem w sprawie tych zdjęć ogromne wątpliwości. Ale teraz ich nie mam.
Baza FN, 21 lutego 2016
Poniżej link do naszej analizy zdjęć ze Zdanów, który zamieściliśmy w serwisie.
OTO DOWÓD NA ISTNIENIE UFO – kliknij na link!
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
poprzednie wiadomości:
Polska
Nie, 24 sty 2016 21:26

DWA ZDJĘCIA UFO - JEDNO PO DRUGIM23. stycznia 2016 roku kulisty obiekt UFO został sfotografowany w woj. Pomorskim. Musiał przemieszczać się bardzo szybko. czytaj dalej
Nie, 10 sty 2016 08:44

OTO DOWÓD NA ISTNIENIE ZJAWISKA UFO!!!Na przełomie 2006/2007 obiekt UFO monitorował odcinek drogi Siedlce-Terespol. Nigdy nie spotkaliśmy się z tak wiarygodną i po prostu prawdziwą manifestacją tego fenomenalnego zjawiska. Zdany to 100/100! czytaj dalej
Czw, 5 lis 2015 06:11

PILOCI I UFOKilka tygodni temu ekipa FN uczestniczyła w Los Angeles w niezwykłym spotkaniu z pilotami. „Świat kiedyś zmierzy się z prawdą o tym zjawisku i wtedy zmieni się wszystko” – to pierwsze zdanie raportu, które jest fragmentem wypowiedzi jednego z nich. czytaj dalej
Sob, 31 sty 2015 16:01

OBJAWIENIA MARYJNE I UFOMatka Boska przekazała… Przenajświętsza Panienka ostrzega… Ona niczym dobra Matka radzi, aby… - przeglądając relacje z najsłynniejszych tzw. Objawień Maryjnych można mieć wrażenie, że czyta się stare numery ufologicznego pisma „Flying Saucer Review” czytaj dalej
Sob, 8 lis 2014 18:48

BLISKIE SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA Z UFO NA BAŁTYKUW 1983 roku pięcioosobowa załoga polskiego kutra uczestniczyła w historii, która właśnie trafia do światowych archiwów badania zjawiska UFO. Po raz pierwszy ujawniamy szczegóły tej sprawy. czytaj dalej
Nie, 10 sie 2014 11:05

JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI WIDZIAŁ UFOTen obiekt miał kształt dysku! Powoli przemieszczał się na niskiej wysokości. – opowiada najsłynniejszy polski jasnowidz. UFO obserwowane przez Krzysztofa Jackowskiego zostało zauważone 5 sierpnia ok. 16.00 w pobliżu Drogi Krajowej nr 22 prowadzącej z Człuchowa do Chojnic. czytaj dalej



www.nautilus.org.pl
English version
Kanał RSS