Polska
BLISKIE SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA Z UFO NA BAŁTYKU

To historyczna dla nas chwila, gdyż po raz pierwszy ujawniamy szczegóły historii wydarzenia pod każdym względem zasługującego na to, aby trafić do światowej „pierwszej ligi” przypadków Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia z UFO. Nie chodzi tylko o to, że ta historia przydarzyła się polskiej załodze kutra, że uczestniczyło w niej pięć osób, że znamy wszystkich uczestników tego zdarzenia i ich wiarygodność jest poza dyskusją, ale także w tym przypadku niezmiernie ważne są wątki poboczne. Jakie? A choćby związane z obserwacjami tego obiektu przez wojskowe radary służb radiolokacyjnych, o czym jeszcze będzie w tym tekście.
Kiedy w latach 90-tych „Nautilus” pojawił się po raz pierwszy w eterze i sieci www, praktycznie natychmiast ludzie z całej Polski zaczęli nam przysyłać informacje o niewyjaśnionych zjawiskach, o których wiedzieli lub których byli uczestnikami lub świadkami. I już po kilku tygodniach stało się jasne, że tematyka związana z UFO jest w tym potoku informacji czymś wyjątkowym, czego nie ma sensu nawet porównywać z opowieściami o duchach czy nawiedzonych miejscach. Ilość obserwacji, ich jakość, ilość świadków, przypadków lądowań takich obiektów, spotkań z ludźmi załóg tych obiektów, a wreszcie raportów policyjnych czy wojskowych dosłownie porażała i obezwładniała.
Od samego początku widać było, że są to obiekty absolutnie materialne, które zostawiają ślady na ziemi, które potrafią podczas lądowania wygiąć drzewa i wypalić trawę, w które można „postukać palcami tak jak w każdą materialną rzecz” i które są chyba największym wyzwaniem, z jakim kiedyś przyjdzie się zmierzyć ludzkości. Po prawie ćwierć wieku badania tego zjawiska, wysłuchania setek świadków, zebrania tysięcy relacji i objechania całego świata przy dokumentowaniu spotkań z UFO możemy postawić jasną tezę: to zjawisko jest tak prawdziwe jak tylko można sobie to wyobrazić. Gdyby była skala mierzenia wiarygodność zjawisk niewyjaśnionych, to fenomen UFO otrzymuje z marszu maksymalną ilość punktów. I to w każdej kategorii!
Jednak UFO to przede wszystkim konkretne przypadki obserwacji czy spotkań typu CEIII. To one pozwalają nam dowiedzieć się czegoś o tych obiektach i ich załogach, sprawiają, że możemy próbować odgadnąć ich intencje, cel i powód aktywności na Ziemi. I wreszcie analizując wiele tysięcy przypadków spotkań z UFO można uporządkować wiedzę na temat tego fenomenalnego zjawiska. I wyciągnąć wnioski.
Historia spotkania z UFO kutra rybackiego Ust-134 jest pod każdym względem wyjątkowa i ważna dla zrozumienia istoty zjawiska Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Pokazuje bowiem, jakie są możliwości techniczne zarówno tych obiektów, jak i ich załóg. Dzięki niej można zrozumieć, jak bardzo zjawisko „missing time” (tłum. - brakującego czasu) jest rzeczą realną, która potrafi zrobić luki w pamięci świadków i doprowadzić do tego, że dwie osoby wspólnie uczestniczące w tym samym wydarzeniu osoby pamiętają je zupełnie inaczej, a nawet więcej - jedna pamięta, a druga nie pamięta w ogóle, albo zupełnie inaczej, niż pierwsza. Tego typu element występuje także w tej historii, kiedy autor relacji opowiada o swoim bracie, który był szyprem na kutrze i nawet nie może sobie przypomnieć, jak z pozostałą załogą stał na pokładzie i wspólnie obserwowali podlatujący do kutra pojazd w kształcie dysku o średnicy 50-ciu metrów.
Ktoś, kto nie zna podobnych relacji związanych ze zjawiskiem „brakującego czasu” mógłby pomyśleć, że coś jest nie tak z wiarygodnością świadków. Tymczasem tak dokładnie to wygląda – pamięć ludzka została przez załogę UFO poddana procesowi, który wykracza poza wszystko, co zna nauka akademicka. A to tylko jeden z przykładów tego, co można dowiedzieć się o zjawisko UFO z tej historii.
POCZĄTEK
Warto dokładnie przeanalizować także poszczególne etapy drogi, jaką ten przypadek trafił do Fundacji Nautilus. Zaczęło się wszystko od e-maila, który na samym początku gdzieś zginął w zalewie przeróżnych wiadomości o UFO przysyłanych na pokład Nautilusa przez czytelników z Polski (i nie tylko). Wiadomość o tytule „Bliskie spotkania ……” przyszła na naszą skrzynkę e-mailową 1 czerwca 2012 roku
/w tekście wiadomości jest zachowana oryginalna pisownia/
From: Mirek Malczewski
Sent: Friday, June 01, 2012 5:43 PM
To: FN
Subject: Bliskie spotkania ......
Chcialbym podzielic sie czym co spotkalo mnie i moja zaloge kutra rybackiego Ust-134 . Czas zdarzenia to poczatek lat 80-tych. Nie umie przypomniec daty ale pewnie to moglo sie byc w 1982 albo 1983 ?? Wiosna. Ale fakt jest ze to sie zdarzylo a po calej sprawie zaloga i ja nie rozmawialismy o tym ... tak jakby nas amnezja dosiegla albo zakaz mowienia.
Dopiero po paru latach kiedy juz ja wyjechalem z Polski to obraz zdarzenia zostal jakby przywolany wlacznie z mowieniem o zdarzeniu. Dzisiaj mam 58 lat a pamietam to zdarzenie bardzo wyjatkowo i dokladnie. ..... Nasze wyjscie na polowy baltyckie zawsze odbywalo sie w poznych godzinach wieczornych, na lowisko zazwyczaj plynelo sie 8-9 godzin. Przy sterze na lowisko staliśmy na zmiany w 5-osobowej załodze. Ja jako mechanik zawsze wachtę przy sterze mialem jako ostatni . Gdy wychodzilismy z Ustki zobaczylem po naszej prawej stronie swiatlo seledynowe (prawie zielone) choc nie takie jak ogol statkow posiada.
Światło zielone w tym wypadku mowi ze jestesmy na kursie mijania .... dziwilo mnie jedynie ze nie widac swiatla masztowego bialego.... Poszedlem do maszynowni tam spedzilem okolo pol godziny aby przygotowac silnik na rejs. Po wyjsciu z maszynowni ku mojemu zdziwieniu to swiatlo zielone dalej bylo na trawersie mijania... I w rozmowie z czlowiekiem przy sterze wymienilismy pare zdan ze chyba plynie tylem???
Idac do swojej koi aby troszke przespac sie powiedzialem aby uwazal.... gdyby co niech mnie budzi... Przespalem do swojej wachty.... Nad ranem ( a bylem juz przy sterze, pelnilem wachte) gdy zaczelo switac ten obiekt zblizyl sie do nas.... Ja w panice obudzilem cala zaloge ... natychmiast wyszli na poklad...... Talerz byl nad nami a swiatlo zielone (seledyn ) centrycznie bylo pod spodkiem. Nie bylo paniki .... machalismy im wszyscy a w ich oknach bylo widac rozne osobniki ,,Podobne do ludzi ale i tez niebieskie z duzymi oliwowymi oczyma... Byli przy nas okolo paru minut.... nikt z nas nie czuł strachu, nawet mowe nam odjęło.
Odlecieli bezszelestnie....z predkoscia niesamowita, ale brakowalo nam paru godzin z tego dnia... Po trzech dniach polowow wrócilismy do portu Ustka . Po wyladunku ryby wracalem z Ustki do Slupska noca... gdzie mieszkalem i w polowie drogi nad polami wisialy takie same, ale trzy swiatla. Opowiedzialem zonie o zdarzeniu, w tym momencie zona wyciagnela gazete Glos Pomorza gdzie napisali ze nad Baltykiem zaobserwowano UFO..... Od tamtego czasu interesuje sie zjawiskami , ktore nie sposob wytlumaczyc.... Zaznaczam ze nie jestem fantastą.... to naprawde wydarzylo się.
Mieszkam w Dani od 1985 roku i z lat pracy na morzu to zdarzenie jakos nie wiedziec czemu tkwi we mnie tak bardzo . Gdy ostatnio bylem w Ustce i widzialem sie ze swoim bylym załogantem, powiedzial mi ze nie mowi nikomu aby sie nie osmieszac , bo sam dzisiaj nie bardzo wie czy to byl sen .... ale ze razem pamietamy to jednak musi byc prawda.... Serdecznie pozdrawiam ..... Mirek Malczewski.
Treść tego e-maila od razu pokazała kilka rzeczy. Po pierwsze napisał go człowiek, który posługiwał się fachowym językiem opisującym pracę na kutrze, nie było tam żadnego nachalnego „wciskania historii” w celu publikacji, a styl i język e-maila świadczył o dużej kulturze osoby piszącej.
Tydzień później 7 czerwca 2012 roku połączyliśmy się z p. Mirosławem Malczewskim przy pomocy komunikatora wideo i w ten sposób została nagrana rozmowa, którą teraz zamieściliśmy na naszej witrynie youtube.
DOKUMENTACJA HISTORII
Na prośbę naszego kolegi z FN autor relacji sporządził rysunek pokazujący zarówno jego kuter, jak i moment, kiedy nad kutrem znalazł się potężny obiekt latający w kształcie dysku. Mimo tego, że pochodzi wprost z rodziny znanego malarza, to wykonał te rysunki na potrzeby publikacji w serwisie FN po raz pierwszy od... szkoły podstawowej. I wyszły naprawdę bardzo dobrze.


Fundacja Nautilus posiada dość szczegółową dokumentację związaną z tym przypadkiem. Przykładem jest choćby Karta Rybacka pana Mirosława Malczewskiego (niektóre dane zostały przez nas celowo zamazane)



Ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że kuter o numerze bocznym Ust-134 wypłynął z Ustki na swój najbardziej niezwykły rejs wiosną 1983 roku (był to prawdopodobnie 6-ty czerwca 1983 lub okolice tego dnia, a tę dokładną datę ustaliśmy dzięki naszemu gazetowemu archiwum, o czym za chwilę).
Po jakimś czasie i wielu przemyśleniach taki właśnie termin całego wydarzenia podał autor relacji. Nasz drogi kolega Cezary, który zamierza na kanwie całego wydarzenia zrealizować film poprzez technikę animacji komputerowej, sporządził nawet dokumentację tego, jak prawdopodobnie wyglądał ten kuter w owym roku. Oto efekty jego poszukiwań:






TEN OBIEKT UFO POSTAWIŁ W STAN GOTOWOŚCI POLSKIE SŁUŻBY RADIOLOKACYJNE!
Historia związana z kutrem Ust-134 jest fenomenalnie (!) ciekawa z wielu powodów, ale jednym z najważniejszych jest wątek związany z wojskiem. W rozmowie z FN p. Mirosław Malczewski wspomniał o tym, że w czasie ich spotkania z UFO obiekt ten został zauważony przez radary wojskowe. Oto ten fragment rozmowy z nim:
Mój tata, już nieżyjący dzisiaj, miał przyjaciela. On był pilotem w Rędzikowie, to jest koło Słupska. Tam jest lotnisko wojskowe. On był podpułkownikiem, dowódcą eskadry w tym czasie. Ja tam przyjechałem do mojego taty i wtedy ten ojca przyjaciel, kolega - to był podpułkownik Sołtysiński - powiedział mi coś takiego: "Wiesz co, cała flota nabrzeża została w tym czasie postawiona w stan gotowości." I on opowiadał, że oni widzieli to, ale też nie mogli do tego dojść. Myśmy o tym mówili, ale to nie było mówienie takie, że my się tym ekscytujemy. Później jakoś się o tym zapomniało. (...)
Idąc tym tropem zaczęliśmy przeglądać nasze archiwa i nagle okazało się, że mamy dokładne potwierdzenie tego zdarzenia!
Oto tekst z naszego gazetowego Archiwum:
W 1983 roku nad lotniskiem w Darłowie pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający. Do jego
zestrzelenia wysłano samoloty z podsłupskiego Redzikowa i Zegrza Pomorskiego koło Koszalina. Nie zestrzeliły. Piloci musieli później tłumaczyć się przed prokuratorem.
Tę nieznaną historię opisał, powołując się na polskie dokumenty, badacz UFO Dirk Vander Ploeg. Według jego danych 6 czerwca 1983 roku, Stanisław Z. obsługujący radar słupskiego lotniska wojskowego dostrzegł na nim Niezidentyfikowany Obiekt Latający nad lotniskiem w Darłowie.
Obracające się cygaro
Jakiekolwiek naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej stawiało wszystkich na nogi. Trzeba było czuwać i działać.
Według relacji, w której posiadanie wszedł Dirk Vander Ploeg Stanisław Z. dostrzegł obiekty na swoim radarze o godzinie 11.26.
W powietrzu znalazły się Iskry - ze Słupska i z Zegrza. Po kilku minutach od momentu oderwania kół od płyty lotniska pilot zegrzyńskiej Iskry - kapitan Praszczałek - miał powiedzieć: - Widzę cel. Jest w kolorze stali, wygląda jak obracające się cygaro, zakręca jak bumerang. Nie ma żadnych widocznych oznaczeń, ani cech charakterystycznych dla jakiegokolwiek samolotu.
Opis Praszczałka został przekazany szefowi sztabu lotnictwa. Lotnicy w dalszym ciągu pozostawali w kontakcie wzrokowym z dziwnym obiektem i oczekiwali na dalsze rozkazy.
Po dwudziestu minutach Dowództwo Wojsk Lotniczych wydało decyzję: Obiekt zestrzelić!
Praszczałek krzyknął: Ognia!. I... w tym momencie obiekt zniknął.
Jest świadek tych wydarzeń.
Po prostu stanęło w miejscu
Sytuację, którą opisuje Dirk Vander Ploeg, pamięta doskonale Ireneusz Bijata, pilot myśliwski, były dowódca 28 Słupskiego Pułku Myśliwskiego w Redzikowie. W 1983 roku był jednym z oficerów stacjonujących na redzikowskim lotnisku.
- Wszyscy wiedzieli, że stało się coś dziwnego. Zresztą samo wydanie rozkazu zestrzelenia było sytuacją wyjątkową - opowiada.
Według relacji Ireneusza Bijaty, piloci po powrocie z lotu -lądowali w Redzikowie - dokładnie opowiedzieli co się stało.
- Mówili o obracającym się, stalowym cygarze. Dostali rozkaz zestrzelenia. Dokładnie w momencie, gdy Praszczałek miał nacisnąć przycisk ten obiekt wykonał jakiś kompletnie nieznany manewr - rodzaj zakrętu.
Bijata dokładnie opisuje ten "rodzaj zakrętu”, który w praktyce zakrętem nie był.
- Cygaro po prostu stanęło w miejscu i zawróciło. Piloci naszych samolotów strzału nie oddali. Nie mieli szans. One w przeciwieństwie do tego obiektu musiały dostosować się do praw fizyki - tłumaczy Bijata.
Pilot - Praszczałek - wykonał więc drugie podejście. Po ponownym kontakcie z tajemniczym obiektem...
- Naprowadził go na celownik. Zagrały wszystkie przyrządy. Zamierzał strzelać z działka, którego użycie wymagało dość bliskiej odległości - kontynuuje Bijata.
Za drugim razem stało się to samo, co za pierwszym razem. W momencie naciskania spustu...
- To dostało takiej prędkości, że w życiu czegoś takiego piloci nie widzieli- mówi były dowódca.
Według niego cała akcja trwała aż dwie godziny.
Rozkaz niewykonany
Nieudana próba zestrzelenia UFO nie była końcem tego niezwykłego dnia.
- Sprawa była niezwykle poważna. To było wojsko. Wydano rozkaz otwarcia ognia, który nie został wykonany - dodaje Bijata.
Piloci uczestniczący w nieudanej próbie zestrzelenia najpierw musieli pisać raporty, a później tłumaczyć się przed prokuratorem. Nikt nie mógł tego zrozumieć. Ponoć śledczy pytali pilotów:
- Jak to... Mieliście go na celowniku i nie udało się go wam zestrzelić.
Trudno było to komukolwiek wytłumaczyć.
Ostatecznie śledztwo umorzono. Tajemnicy niezidentyfikowanego obiektu latającego nigdy nie wyjaśniono. Raporty w tej sprawie - o ile nie zostały zniszczone - zapewne czekają na odkrycie w jakimś archiwum. Piloci, którzy służyli wtedy w Słupsku rozjechali się po świecie. Jednostka, w której służyli została rozwiązana.
Pułk rozwiązano w 2000 roku. Ostatni lot wykonał we wrześniu 1999 ppłk pilot Bogdan Wójcik na samolocie o numerze taktycznym 117.
Żródło: GŁOS POMORZA
Wszystko wskazuje na to, że o tym właśnie incydencie wspomniał p. Mirosław Malczewski, a to oznacza, że całe wydarzenie miało miejsce w okolicach 6-go czerwca 1983 roku. Nie ma bowiem pewności, że aktywność obiektów UFO została zauważona przez radar wojsk lotniczych dokładnie tego dnia. Mając wiedzę na temat podobnych incydentów na świecie wiemy, że przeważnie nie jest tak, że obiekt UFO „jest przez godzinę, a potem odlatuje hen w przestrzeń kosmiczną”. Ich obecność jest często wielodniowa, a nawet wielotygodniowa. Wystarczy przypomnieć to, co działo się w Zdanach w grudniu 2005 roku na miesiąc przed wykonaniem pamiętnej serii zdjęć z 8-go stycznia 2006 roku.
ŚWIAT DOWIE SIĘ O TYM PRZYPADKU
Ta historia zasługuje na to, aby była cytowana we wszystkich poważnych książkach, które zajmują się UFO i ukażą się na świecie. Podobnie jak historia ze Zdanów także historia kutra Ust-134 zasługuje na to, aby poznali ją ludzie interesujący się UFO na wszystkich kontynentach. Jej dokładne omówienie zostało dołączone do naszego wykładu, który 30 listopada b.r. będziemy mieli w Hong Kongu dla ogromnej rzeszy pasjonatów UFO, którzy przyjadą tam z całego świata. Organizatorzy zapewniają, że będzie to największe tego typu spotkanie na świecie, jakie kiedykolwiek miało miejsce w historii naszej ludzkiej cywilizacji. Zainteresowanie w Azji tematyką Niezidentyfikowanych Obiektów Latających bije bowiem wszelkie rekordy, o czym mieliśmy okazję przekonać się już rok temu podczas naszego wykładu w Hong Kongu. Historię Ust-134 zaprezentujemy także podczas przyszłorocznego spotkania MUFON w Las Vegas (Stany Zjednoczone), gdzie także wybiera się ekipa FN.
Debiut, a raczej pierwszy sygnał o tym wydarzeniu pojawił się w bardzo zdawkowy sposób w serii dokumentalnej emitowanej w Polsce przez Discovery zatytułowanej „The Unexplained Files”.

Pan Mirosław Malczewski pojawił się na chwilę w odcinku szóstym „PERUWIAN ALIEN SKULL AND BALTIC SEA”. To właśnie FN przekazała producentom tego programu opis całego przypadku w efekcie czego został nagrany bardzo ciekawy materiał. Wiemy, że w przyszłości jeden z odcinków nowej serii dokumentalnej o UFO będzie poświęcony w całości tej historii.
TO WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ! – rozmowa FN
Dlaczego tak długo nie publikowaliśmy tych materiałów?
Nie ma żadnego szczególnego powodu, a raczej jest ten sam co zawsze.
Czyli?
Brak czasu. Mówiąc krótko wszyscy mamy życie osobiste i zawodowe, a na nasze skrzynki każdego dnia przychodzą kolejne ciekawe materiały i kolejne, staram się nad tym jakoś panować, ale niestety różnie z tym bywa i efekt jest taki, że w naszym katalogu „DO PUBLIKACJI” jest tak ze dwieście historii dosłownie ścinających z nóg, które są pierwszą ligą światowych badań zjawisk niewyjaśnionych. Historia kutra Ust-134 jest po prostu jedną z takich właśnie historii, które mimo absolutnego przekonania o szybkiej publikacji trafia do tego upiornego katalogu i zostanie zasypana kolejnymi, rewelacyjnymi materiałami… dopóki nie wygram w Lotto dużej kwoty pozwalającej mi na opłacanie ludzi, a nie opieraniu się zwodniczym na ich dobrej woli, tak to będzie wyglądało.
Ale dlaczego sięgnąłeś wreszcie po tę historię i pokaże się na naszych stronach?
Na pewno dlatego, że przygotowuję się do wykładu w Hong Kongu, ale także zdopingowała mnie telewizja Discovery, która wyemitowała ten odcinek z serii „The Unexplained Files”. Miała być najpierw ta publikacja w naszym serwisie, ale cóż… wyszło jak wyszło. Na pocieszenie jednak siebie i ciebie także powiem, że i tak robimy tyle rzeczy, że w zasadzie zasługujemy na tytuł mistrzów świata. I nie są to żadne czcze przechwałki, bo pokaż mi drugą taką grupę ludzi, która nie zarabia na tym ani grosza i prowadzi całą działalność jedynie traktując propagowanie wiedzy na temat zjawisk niewyjaśnionych jako część swojej publicznej misji, a w naszych serwisach nawet na ułamek milisekundy nie pokazuje się reklama. Znasz taką drugą grupę?!
Dobrze wiesz, że nie znam. Ale wracają do pana Mirka i historii kutra, co najbardziej ciebie w niej poruszyło?
Wiele rzeczy, naprawdę wiele rzeczy. Tam jest wszystko bardzo spójne, poparte dokumentacją. Nie ma jednego świadka, który coś tam sobie bajdurzy, ale świadków jest pięciu. Wszyscy wiarygodni, twardzi faceci, ludzie morza. Tacy ludzie nie opowiadają bajek, bo ani nie mają na to ochoty, ani to do nich nie pasuje. Poza tym w dniach, kiedy doszło do tego incydentu, nasze służby radiolokacyjne miały na ekranach swoich radarów prawdziwe pokazy UFO, co postawiło na równe nogi lotnictwo. Ta sprawa także ma swoje poparcie w dokumentacji. Mam mówić dalej?
Tak.
Do kutra podlatuje pojazd UFO. Świadkowie opisują różne postacie, które dyskretnie przyglądają im się przez okrągłe bulaje położone wzdłuż krawędzi obiektu. Opis jest arcyciekawy, bo obok siebie stoi jak relacjonują świadkowie 5-6 osób, niektóre całkiem człekopodobne jak dziwny mężczyzna czy kobieta - jak opisuje ją świadek - „niebieska”, a obok jak gdyby nigdy nic stoi tzw. szarak z dużymi oczami. Nie ma między nimi żadnej „walki na lasery”, ale widać wyraźną współpracę, choć można śmiało założyć, że należą do różnych ras, choć... nie można wykluczyć robotów, ale raczej skłaniam się do tego, że stały tam istoty z różnych światów podróżujące w jakimś celu jednym pojazdem. Ciekawe, prawda? UFO jest wielkie jak szkolne boisko – ma 50 metrów średnicy! Potem zaczynają się dziać cuda, gdyż załoga pamięta odlot pojazdu, a potem nagle ku bezgranicznemu zdumieniu zauważają, że ktoś im „ukradł kilka godzin”. A potem jest jeszcze ciekawiej, gdyż brat pana Mirosława, który był szyprem na tym kutrze, pamięta co prawda, że takie coś było, ale… nie może sobie przypomnieć nic więcej. A przecież stał ze wszystkimi na pokładzie, patrzył się na tę potężny pojazd powietrzny, który doleciał do kutra! Ale to i tak nic wobec tego, co się dzieje potem. Załoga kutra wychodzi na ląd. Jak opowiadał świadek – byli tak wstrząśnięci tym spotkaniem i zaszokowani owym „zniknięciem kilku godzin”, że nawet ze sobą o tym nie rozmawiali. Dopiero po pewnym czasie, kiedy ochłonęli, zaczęli o tym mówić. Między sobą! Poza tym oczywiście było absolutne milczenie wobec osób postronnych, gdyż bali się ośmieszenia.
Rozumiesz ich, prawda?
Jasne, że ich rozumiem. Ale idźmy dalej – pan Mirosław mówi kolejną arcyciekawą rzecz. Po zejściu na ląd jedzie do domu samochodem do Słupska. Nagle nad jednym z pól widzi trzy potężne obiekty UFO identyczne jak ten, który doleciał do ich kutra.
Jak to interpretujesz?
Tutaj sprawa jest oczywista – byli obserwowani, a może inaczej – on był przez nich obserwowany. Zresztą nawet wiemy w jaki sposób, gdyż miał w sobie tzw. implant, o istnieniu którego dowiedział się przypadkiem podczas badań lekarskich.
Implant, czyli nadajnik.
Dokładnie. Ludziom, którzy nie wierzą w to, że załogi pojazdów UFO wszczepiają do ciała implanty współczuję, gdyż po prostu wyraźnie nie mają pojęcia o skali tego, co kryje się za zjawiskiem UFO.
O ile pamiętam on ten implant wydobył?
Tak, w 1987 roku. Znajdował się w jego bicepsie.
Czy słyszałeś o tym, aby ktoś kiedyś wydobył implant?
Wielokrotnie to się zdarzało, wiem o kilku przypadkach w Stanach Zjednoczonych… Ale uprzedzam entuzjazm niektórych, żeby taki nadajnik obcych zbadać i oddać do jakich tam laboratoriów, gdyż to są tak zaawansowane urządzenia techniczne, że mają wbudowany w siebie mechanizm autodestrukcji. Jeśli wydobędzie się to coś w sposób sztuczny z ciała osoby której go wszczepiono, wtedy ulega on natychmiastowemu samozniszczeniu i przypomina najczęściej kawałek szkła, który jest trochę cięższy od zwykłego szkła.
Po co są te implanty obcym?
To proste – monitorują życie człowieka, którego zbadali na pokładzie swojego statku. Przy pomocy tego urządzenia mogą… zresztą, Bóg jeden wie, co taki nadajnik jest w stanie robić. Być może dzięki niemu są w stanie na ekranie monitora mieć podgląd tego, co taki człowiek widzi i o czym myśli. I mówię o tym śmiertelnie poważnie, a temat ten rozwinę podczas mojego wykładu w Hong Kongu, który mam już za trzy tygodnie.
No dobrze, a teraz najważniejsze – co dalej?
Sprawa tej historii jest na tyle ważna, że w ramach naszej działalności uruchomiliśmy jak wiesz specjalny projekt, który jest poświęcony tylko temu przypadkowi. Oczywiście najważniejszym momentem będzie poddanie hipnozie regresyjnej całej załogi kutra. Jest po prostu pewne, że obcy zakryli im w pamięci wszystko, co wydarzyło się przez te kilka godzin.
Po co to robią?
Dla dobra takiego człowieka, którego wspomnienia ze spotkania z obcymi mogłyby wywrócić życie do góry nogami, mógłby narazić się na drwiny i jeszcze gorsze szykany, że „zwariował i wymyśla”, a tak tacy ludzie pamiętają przeważnie, że zobaczyli jakieś światło, które wylądowało, potem wystartowało, a im brakuje tylko kilku godzin z życia i nijak nie mogą dojść, kto lub co skradło im teb czas.
Myślisz, że większość ludzi uwierzy w tę historię?
No cóż… ludzie czytający serwis FN od na przykład 20 lat oczywiście już po minucie słuchania narracji pana Mirka zorientują się, że facet opowiada to, co przeżył naprawdę. A zresztą… to, czy ktoś tam uwierzy czy też nie, to nie ma żadnego znaczenia. Kiedyś myślałem, że naszą rolą jest jakieś przekonywanie, a teraz macham na to z rozbawieniem ręką. Przykładem może być historia Emilcina, tak prawdziwa, jak tylko może być, a która przez przeróżnych półgłówków była negowana na dwieście sposobów. Pamiętam, jak opowiadał mi nieżyjący dzisiaj Zbigniew Blania-Bolnar, że przez wiele lat przeżywał nieprawdopodobne zdziwienie i rozbawienie tym, że jak tylko wspomniał gdzieś o Emilcinie, to wstawał jakiś kretyn i mówił „Panie… po co mówić o tym, jak to już wszystko zostało dawno wyjaśnione!”. Kiedy Blania pytał się, kto i kiedy to wyjaśnił, to wtedy słyszał, że przecież miesięcznik „Kobieta i Życie” pokazał zdjęcia płetwonurków, w które poprzebierali się pracownicy PGR i udawali obcych. Blania-Bolnar wtedy klął jak szewc i mówił takiemu baranowi, że publikacja w „Kobiecie i Życiu” była żartem primaaprilisowym, do czego ta gazeta się przyznała już w następnym numerze. Blania uważał zresztą, że największymi głupkami szkodzącymi UFO są osobnicy, którzy nazywają siebie „Ufologami”, gdyż z zawiści i zwykłej zazdrości są gotowi opluć i zdeptać nawet najciekawszy przypadek UFO. On co chwilę musiał odpierać ataki takich ludzi opowiadających jakieś duby smalone o „megahipnotyzerach” albo „spisku rosyjskich służb”. Przy okazji badania historii o zatrzymaniu dwóch samochodów przez obiekt UFO w Zdanach zrozumiałem, że Św. Pamięci pan Zbyszek nie miał żadnych 99, ale 100 procent racji!
I jeszcze jedno, uważasz, że tę historię także można zanegować? Nawet przy tym, że wojskowe raporty potwierdzają obecność obiektów UFO nad Bałtykiem w tamtym czasie?
Oczywiście, że tak! Wybacz, że ja jeszcze o tym Emilcinie, ale… ostatnio pojawiła się książka, w której autor postawił już nie nawet idiotyczną tezę, bo to słowo jest za słabe i nie oddaje istoty rzeczy, ale wręcz rodem z psychiatryka, że zdarzenie w Emilcinie jest efektem działalności supermegakosmosJezusMaria hipnotyzera, jakiego jeszcze świat nie widział. Niestety idiota podał jego nazwisko, a jest to W. (nazwisko do wiadomości red. FN), człowiek, którego bardzo dobrze, a może raczej wręcz za dobrze znali moi przyjaciele z warszawskiego Stowarzyszenia UFO-WiDEO. Kiedy powiedziałem im o tym idiotyzmie z megahipnozą emilcińską W., to jeden z kolegów na moich oczach ukląkł na ziemi, chwycił za serce i popłakał się ze śmiechu… Jest to już człowiek wiekowy i ma kłopoty z sercem, więc byłem pełen obaw o jego zdrowie. I przez chwilę żałowałem, że w ogóle poruszyłem ten temat.
Dlaczego popłakał się ze śmiechu?
Bo on tego rzekomego „superhipnotyzera” znał nawet lepiej niż Blania-Bolnar i miał on tyle wspólnego z wielką hipnozą, co krowa hodowlana „łaciata” w kieleckiej zagrodzie ma z nowym pojazdem kosmicznym Richarda Bransona… Blania-Bolnar też się pewnie w grobie przewraca i to raczej ze śmiechu. Mój kolega powiedział mi, że równie dobrze można postawić hipotezę, że na przykład papież Jan Paweł II jest prawdziwym twórcą izraelskiej bomby atomowej, którą konstruował po godzinach w Watykanie i są na to przekonywujące dowody… Problem polega na tym, że ten bidula W., Świeć Panie nad jego duszą, to był taka pierdołowata ciapa ciągle zasypująca ich tysiącami relacji o UFO, w każdym tygodniu przysyłał 2-3… Wtedy nie było komputerów, a on co chwilę pisał listy i raporty o tym, jak to widział UFO to nad blokiem, a potem tu nad drzewami przy dojściu do sklepu... Są tacy ludzie, to bardzo specyficzna grupa… Smutna postać, taka trochę pokraczno-satyryczna, których akurat w środowisku ufologicznym nie brakuje. Nie mogli się od tego chorego biduli uwolnić latami… wraz z przejęciem archiwów UFO-Wideo my dostaliśmy te bzdury, które przez wiele lat z uporem osoby z syndromem maniakalno-depresyjnym ten trochę nawiedzony człowiek przysyłał do Pałacu Kultury i Nauki, gdzie mieściło się UFO-Wideo… Gryzmolił całe stronice, jakieś szkice robił... i to takie ilości! Ten przykład pokazuje, że naprawdę przy okazji nawet najbardziej wiarygodnej historii związanej z UFO zawsze trafi się jakiś kretyn, który z różnych powodów często natury psychicznej będzie negował i obalał, ale to naprawdę nie zmienia prawdziwości tego, czy dana historia była prawdziwa, czy też nie. O sprawie Emilcina i naszych materiałów z UFO-WIDEO obiecuję dłuższy tekst w serwisie www.emilcin.com, ale temat kutra Ust-134 dopiero tak naprawdę się zaczął. Ten tekst jest pierwszy z serii o tej historii i podobnie jak temat Zdanów wypłynie na szeroki świat. Powiem nawet inaczej: temat ten razem ze Zdanami i Emilcinem będzie jednym z żelaznych punktów w książkach i opracowaniach o UFO, które będą postawały na świecie. I z tej trójki szybko stanie się absolutnym numerem jeden. Jestem o tym Gosiu więcej niż pewien!
Dziękuję za rozmowę.
/rozmawiała JMZ/
OD FN:
Dziękujemy całemu zespołowi naszych współpracowników (w tym grafikom) za pomoc w realizacji tego tekstu.
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
poprzednie wiadomości:
Polska
Nie, 10 sie 2014 11:05

JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI WIDZIAŁ UFOTen obiekt miał kształt dysku! Powoli przemieszczał się na niskiej wysokości. – opowiada najsłynniejszy polski jasnowidz. UFO obserwowane przez Krzysztofa Jackowskiego zostało zauważone 5 sierpnia ok. 16.00 w pobliżu Drogi Krajowej nr 22 prowadzącej z Człuchowa do Chojnic. czytaj dalej
Wt, 29 lip 2014 08:14

OBIEKTY UFO SĄ OTOCZONE POLEM MASKUJĄCYM I DZIĘKI TEMU STAJĄ SIĘ NIEWIDZIALNE DLA LUDZKICH OCZUKażdego dnia na pocztę FN przychodzą fotografie od zdziwionych czytelników serwisu, którzy wykonując fotografie na wakacjach nie wiedzieli absolutnie niczego na niebie, a potem zauważyli na zdjęciu dziwne obiekty. Technika wykorzystywana przez pojazdy UFO pozwala je skutecznie otaczać polem maskującym – to jeden z kluczy do zrozumienia tego fenomenu. czytaj dalej
Pon, 14 lip 2014 18:30

WAKACYJNY RAPORT O UFO A.D. 2014Nocne i dzienne obserwacje, zdjęcia i filmy z obiektami UFO – każdego dnia do Fundacji NAUTILUS trafiają materiały od czytelników serwisów FN. Oto kilka z takich materiałów! czytaj dalej
Pon, 7 lip 2014 23:33

W TYCH CZASACH TAJEMNICZE OBIEKTY NAZYWANO ZJAWISKIEMPrzed II Wojną Światową samoloty na niebie były zjawiskiem rzadkim, a pojęcie UFO nie istniało. Ale Niezidentyfikowane Obiekty Latające nie tylko były obserwowane, ale także lądowały, a nawet… wychodziły z nich obce istoty. czytaj dalej
Czw, 5 cze 2014 14:18

DZIWNE KULE PORUSZAŁY SIĘ W NOCY NAD POLEM KRĘCĄC NIEZWYKŁE FIGURY28 kwietnia 2014 roku niedaleko miejscowości Warnik (Zachodniopomorskie) nad polem doszło do prawdziwych pokazów lotniczych w wykonaniu świetlnych kul. Według świadka kule miały ok. 1 metra średnicy. Są zdjęcia i film! czytaj dalej
Nie, 16 mar 2014 10:54

CZY NAD POLSKĄ PRZELECIAŁA ARMADA UFO?9 marca 2014 mieszkaniec Poznania obserwował przelot nad jego miastem małych punktów, które poruszały się na ogromnej wysokości. Na świecie takie zjawisko (jeśli wykluczymy naturalne obiekty np. balony) nazywa się formacją UFO. czytaj dalej



www.nautilus.org.pl
English version
Kanał RSS