Polska
PILOCI I UFO
W Polsce mamy ogromny problem ze świadkami! Polega on na tym, że wiemy o dziesiątkach pilotów samolotów wojskowych, którzy mieli okazję obserwować obiekt UFO z kokpitu swojej maszyny, ale absolutnie… nie chcą o tym opowiedzieć publicznie! Dlaczego? To oczywiste – boją się ośmieszenia, kłopotów rodzinnych, pokazywania palcami „o, to ten pajac od UFO…” itp.
Zupełnie inaczej wygląda to w Stanach Zjednoczonych, gdzie ludzie mają zupełnie inną mentalność i bardzo chętnie występują przed kamerą opowiadając o swoich spotkaniach z Niezidentyfikowanymi Obiektami Latającymi. Po wysłuchaniu ich relacji człowiek może tylko w milczeniu usiąść i trzymając się rękami za głowę długo milczeć w zadziwieniu, że są na Ziemi ludzie nie wierzący w istnienie UFO jako pojazdów obsługiwanych przez bardzo zaawansowaną technologicznie cywilizację. Od razu warto na wstępie zaznaczyć, że wszelkie brednie o „wojskowych tajnych technologiach” które niby to mają wyjaśnić ten fenomen po rozmowach z wojskowymi pilotami od dawna wrzucamy jednym ruchem do kosza. I nie tylko dlatego, że oni sami rozwiewają wszelkie złudzenia o „latających spodkach Made In China, USA, Russia, Korea itp.”, ale także same opisy ich przeżyć po prostu przypominają raczej strony z powieści S-F. Przykładów można mnożyć w nieskończoność, ale… wystarczy podać jeden.
Kilka tygodni temu ekipa FN uczestniczyła w Los Angeles w niezwykłym spotkaniu. W małej sali konferencyjnej przy jednym stole zasiedli badacze zjawiska UFO, amerykańscy piloci wojskowi i cywilni, a nawet jeden astronauta, który sprowadził na Ziemię prom Columbia. „Świat kiedyś zmierzy się z prawdą o tym zjawisku i wtedy zmieni się wszystko” – to pierwsze zdanie raportu po tym spotkaniu.
Mieliśmy okazję wysłuchać relację pilota, który w styczniu tego roku robił przelot samolotem F/A-18 Hornet nad Nebraską. Był to zwykły, rutynowy lot ćwiczebny. W pewnym momencie zbliżyła się do jego samolotu metaliczna kula o średnicy ok. pół metra, która wyrównała prędkość z jego maszyną. Kiedy pilot zaczął wykonywać manewry próbując oddalić się od obiektu UFO, ten był do samolotu niczym… przyspawany niewidzialnym, metalowym mostem!
Cały czas znajdował się w tym samym położeniu wobec samolotu (zachowując identyczną odległość i kąt), co z punktu widzenia nawet współczesnej fizyki jest niemożliwe (o nieśmiertelnych „dronach” tak ostatnio hołubionych przez sceptyków nawet nie ma sensu wspominać). Po wykonaniu kilku bardzo ostrych manewrów pilot ustabilizował lot, a towarzyszący mu obiekt przez chwilę zaczął opalizować jasnoniebieskim światłem, po czym jak gdyby nigdy nic odleciał z oszałamiającą prędkością, przy której – jak mówił pilot – „nawet najszybszy lot myśliwcem na dopalaczach wydaje się być żartem”.
Nasi koledzy z amerykańskiej organizacji MUFON pokazywali zdjęcia wykonane przez wojskowych pilotów w czasie lotów zwiadowczych. Przykładem może być fotografia wykonana przez pilota Królewskich Kanadyjskich Sił Powietrznych (Royal Canadian Air Force) na wysokości ok. 11 kilometrów. Dostrzegł on opalizujący jasnym światłem dysk, który znajdował się na wysokości podstawy chmur kilkaset metrów poniżej jego maszyny w odległości ok. 1,5 kilometra. Obiekt był potężny, był pod kontrolą inteligentnej siły. Ku naszemu zdumieniu okazało się, że są nie tylko zdjęcia, ale także… film nagrany przez pilota z kokpitu.


Temat „piloci i UFO” powinien raz na zawsze zamknąć dyskusję o tym, czy „UFO istnieje, a może nie istnieje, a może to drony, a może źle rozpoznane opalizujące wrony” itp. – zjawisko UFO wbija w ziemię po szyję swoją prawdziwością i dosłownie obezwładniającą ilością dowodów i relacji. W Polsce jest gorzej, gdyż jest wielki strach naszych rodzimych „asów przestworzy”, ale tu także mamy pozytywne przykłady.
Do naszego zbioru książek w Bazie FN trafiła właśnie książka „Pilot Doświadczalny” Henryka Bronowickiego. Jest w niej opisana historia pogoni za UFO nad Mielcem samolotem TS-11 Iskra.
Oto mały fragment:
[…] 13 lipca 1984 roku (piątek) po przerwie obiadowej przyjechałem do pracy na lotnisko. Miałem wykonać lot na TS-11 Iskra w celu sprawdzenia usunięcia usterek z wcześniejszego oblotu oraz sprawdzić zachowanie się samolotu w korkociągach. Dwa dni wcześniej oblatywałem tą Iskrę według programu oblotu a później wykonałem lot poprawkowy na sprawdzenie usunięcia usterek i innych regulacji, a ten lot miał być trzecim lotem. Miałem wykonać korkociągi po 4 zwitki w lewo i w prawo oraz sprawdzić usunięcie innych usterek. Jeżeli wszystko będzie dobrze miałem podpisać dokumenty, że „samolot nadaje się do eksploatacji” i że można do przekazać do Odbiorcy, czyli wojskom lotniczym.
Po wyjściu z samochodu zauważyłem, że mechanicy i inni ludzie pracujący na STARCIE stoją przed hangarami, żywo dyskutują i spoglądają w niebo. To co sam zobaczyłem trochę mnie zdziwiło - nad lotniskiem znajdował się obiekt w kształcie srebrzystej kuli i pomimo wiejącego wiatru z prędkością około 5m/s tj. ~18km/godz obiekt ten stał nieruchomo. Gdyby to był jakikolwiek balon, to poleciałby on z wiatrem. Zacytuję fragmenty z codziennej gazety wojewódzkiej „Nowiny” nr 178, redaktora pana Anatola Wołoszyna:
„Tajemniczy i dziwnie się zachowujący obiekt, który pojawił się na niebie w piątek 13 lipca br. w godzinach popołudniowych wywołał duże wrażenie wśród mieszkańców naszego regionu. Przez dłuższy czas obserwowało go tysiące ludzi zastanawiając się, co to tez może być. Widoczny był wyraźnie na czystym, bezchmurnym niebie mniej więcej od godziny 1630 do późnych godzin popołudniowych. Obiekt pojawił się nad Rzeszowem nagle i przez dłuższy czas jakby zawisł nieruchomo nad miastem. Później zaczął się powoli przemieszczać w stronę Mielca. Jego ruchowi nie towarzyszyły żadne odgłosy. Przesuwał się jakby płynąc po niebie. Kształtem przypominał sporej wielkości balon, co do wyglądu i rozmiarów panują rozbieżne opinie. A oto kilka wypowiedzi naocznych świadków:
Stanisław R. - mieszkaniec Baranówki: „W pierwszej chwili pomyślałem, ze to jakiś zwyczajny balon. Kiedy jednak zacząłem mu się przyglądać uważniej, zastanowił mnie fakt, ze obłoki płynęły po niebie, a on wisiał nieruchomo w jednym miejscu, jak przyczepiony. I tak jakoś dziwnie błyszczał w słońcu…”
Janusz B. - „Na Nowym Mieście obiekt był bardzo wyraźnie widoczny i stad wnioskowałem, że musi znajdować się niezbyt wysoko. Mógł mieć dwa, trzy metry średnicy. Doskonale odbijał promienie słoneczne, jakby był wypolerowany lub powleczony srebrem (…)Nie wzbudzał we mnie większych emocji. Jestem przekonany, że był to zwykły balon meteorologiczny”.
Tajemniczy balon został także zauważony przez służby naziemne lotniska. Kontroler lotów na rzeszowskim lotnisku w Jasionce, Janusz Szpont stwierdził, że była to jakby kula, od której odbijało się jaskrawe światło.
Orientacyjnie mogła znajdować się na wysokości około 2000 m i miała kilka metrów średnicy. W chwili obserwacji przesuwała się w kierunku Mielca (mój przypis: przesuwała się pod wiatr do Mielca odległego w linii prostej 50km). W Mielcu dziwny balon był wyraźnie widoczny i bacznie obserwowany przez służby naziemne lotniska. Pogoda była idealna. Pełniący wówczas służbę kierownik lotów Kazimierz Lubertowicz podaje dane jakie wówczas wskazywały przyrządy pomiarowe: zachmurzenie 6/8 cumulusa, podstawa chmur 1800 m, widzialność 20km, wiatr 270o, prędkość wiatru 5m/sek, ciśnienie 747,8 słupa rtęci.
Obiekt ten o „powierzchni kulistej i jakby powleczony folią” znajdował się na południe od mieleckiego lotniska i przesuwał się w kierunku zachodnim. „Póki co łamiemy sobie głowy, co też to mogło znajdować się nad naszymi głowami w dniu 13 lipca br. Anatol Wołoszyn”.
N ten temat ukazały się informacje w innych gazetach w Polsce:
ü Kurier polski: nr 136 z dnia 14.07.84 „Z całą pewnością UFO!”,
ü Kurier polski: nr 152 z dnia 04.08.84 „UFO w Przemyślu. Kula tkwiła 3 minuty”
ü Głos załogi: z dania 30.07.84 „Może kosmiczny patrol”
ü Dziennik polski: nr 166 z dnia 16.07.84 „Świecąca kula nad Tarnowem”.
Wydział STARTU na lotnisku tworzyły dwa hangary wybudowane tuz przed rozpoczęciem II wojny światowej. Przy każdym hangarze po jego zewnętrznych stronach, wzdłuż całej długości hangaru były wybudowane murowane pomieszczenia, w których swoje biura mieli: Kierownictwo Startu, piloci doświadczalni, kontrola techniczna, kontrola wojskowa z dwoma pilotami wojskowymi jako przedstawicielami Odbiorcy, mechanicy i inne służby niezbędne do funkcjonowania lotniska. Piloci doświadczalni mieli kilka pokoi plus pokój wypoczynku i pomieszczenia z szafkami na osobiste spadochrony i inny sprzęt lotniczy.
Lotnisko mieleckie miało standardową zgodę na wykonywanie lotów do poziomu FL 80 to jest 2450 m. Ponieważ lotnisko było położone w środku międzynarodowego korytarza lotniczego (szerokość 15 km) Warszawa - Jędrzejów - (Mielec)-Starżawa (granica ZSRR) i dalej na południowy wschód Europy, to lot powyżej FL=80 kierownik lotów musiał uzgadniać z radarową służbą ruchu lotniczego, tak zwaną- Kontrolą Obszaru.
Po krótkiej rozmowie z mechanikami obserwującymi ten balon, poszedłem do biura, żeby zadzwonić do kierownika lotów i zamówić strefę lotów do wysokości 5000m. kierownik lotów pan Kazimierz Lubertowicz: „Załatwiam ci zgodę w strefie nr 4 do 5000m, dodatkowo jest od wszystkich prośba, żebyś podleciał i zobaczył z bliska co to za obiekt stoi nad lotniskiem. Od około 40 minut obserwujemy go przez telemetr (potężna lornetka 10 x 80 z okularami pod kątem 60o zamocowana na przenośnym stojaku, używana na wieżach lotniczych do obserwowania stanu podwozia lądujących samolotów) i myślimy, że jest na wysokości około 2000m. Radarzyści z Kontroli Obszaru (kierujący pasażerskim ruchem lotniczym w drogach lotniczych - korytarzach) nie widzą tego obiektu ale na wszelki wypadek zawiesili wszystkie loty w tym korytarzu kierując samoloty innymi korytarzami. Wojskowa kontrola radarowa w Sandomierzu też nie widzi tego obiektu na swoich radarach. Po starcie przejdziesz na łączność z Sandomierzem”.
Dla mnie zastanawiające było to, ze wojskowa kontrola radarowa z Sandomierza (~70km od Mielca) mająca wysokiej klasy radary sprawujące nadzór nad wszystkimi rodzajami lotów nie ma tego obiektu na ekranach.
Jako obserwator w drugiej kabinie leciał ze mną, bardzo lubiany sympatyczny starszy pan(miał powyżej 50 lat) z kontroli technicznej Henryk Lubera. Hermetyzacja kabiny była wcześniej sprawdzona, lot był planowany do 5000m, więc nie zabraliśmy ze sobą masek tlenowych. Po starcie podczas nabierania wysokości do strefy nr 4 położonej na wschód od lotniska Mielec, której północna granica przebiegała przez kilkadziesiąt kilometrów wzdłuż poligonu wojskowego „Dęba” otrzymałem od kierownika lotów informację: „Dęba pracuje do 10 000m. Po zakończeniu zadania w strefie 4 nawiąż łączność z kontrolą z Sandomierza”. Oznaczało to, ze muszę dokładnie utrzymywać się w strefie, żeby nie wlecieć nad poligon ponieważ można zostać przypadkowo zestrzelonym pociskiem z działa dalekiego zasięgu. Działa takie były produkowane w zakładzie Huta Stalowa Wola, potem były sprawdzane - przestrzeliwane a pociski eksplodowały na oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów poligonie „Dęba”. Czasami przy dobrej pogodzie oglądałem wybuchy tych pocisków na poligonie.
Po wykonaniu prób korkociągowych i sprawdzeniu usunięcia innych usterek, uznałem, że samolot jest dobry i zakończyłem zadanie. Lecąc na wysokości 2000m w kierunku lotniska, tuż nad chmurami typu cumulus nawiązałem łączność z wojskowym radarem z Sandomierza. Powiedział, że mnie „widzi i będzie za mną śledził ”. Następnie zapytałem czy widzi obiekt nad lotniskiem w Mielcu - odpowiedział, że „nie widzi”. Wróciłem na łączność z wieżą Mielec, która dała mi zgodę na lot w kierunku balonu, który nie zmieniając położenia nadal wisiał nad lotniskiem od jego południowej strony. Po chwili zobaczyliśmy dużą srebrzystą kulę, która według naszej oceny była wyżej od nas o około 500 m, czyli była na wysokości 2500 m. Obaj z Henrykiem Luberą uznaliśmy, że jego średnica wynosi około 25 m.
Skierowałem samolot w jego kierunku i z prędkością około 500 km/godz. nabierając wysokość szybko zbliżaliśmy się do obiektu. Miałem zamiar podlecieć blisko na odległość kilka metrów do tego obiektu. Obaj z obserwatorem stwierdziliśmy, ze to nie jest balon, ale o tym kształcie jakiś dziwny Obiekt, który wiruje wokół własnej pionowej osi. Kierownik lotów (KL) z Mielca potwierdził przez radio, że: „Widzimy Iskrę i balon, cały czas obserwujemy was przez telemetr. Mam łączność telefoniczną z radarzystą z Sandomierza, który potwierdził, że na radarze u siebie widzi tylko wasz samolot, balonu nie widzi”. Powiedziałem do KL - „Pozostanę z nim na łączności i spróbuję bliżej podlecieć do tego Obiektu”. Odpowiedział: „Dobrze możesz podlecieć bliżej, cały czas was obserwujemy”. Z prędkością około 500km/h zbliżałem się szybko do Obiektu i kiedy odległość między nami zmalała do około 500 m Obiekt ruszył i zaczął się przesuwać z naszą prędkością, nabierając wysokości nie pozwalając nam się zbliżyć. Wznosiliśmy się równocześnie oddaleni od siebie w odległości około100 m.. Byłem zachwycony piękną błyszczącą srebrnym kolorem powłoką odbijającą promieni słoneczne. Obiekt cały czas wirował z dużą prędkością wokół swojej pionowej osi, był co najmniej dwa razy większy od Iskry. Nie miał kształtów idealnej kuli, był lekko wydłużony wzdłuż wirującej osi. To wydłużenie z ciemnym kolorem na dole było widoczne dopiero z bliższej odległości. W miarę nabierania wysokości moja prędkość lotu zmniejszała się, a Obiekt też zmniejszał prędkość utrzymując stała między nami odległość ~100 m.
Z obserwatorem Henrykiem Luberą razem potwierdziliśmy- wzajemnie się upewniając- nasze obserwacje i spostrzeżenia. Zjawisko było dziwne, niezrozumiałe i wręcz niesamowite i dlatego razem utwierdziliśmy się w tym co obserwujemy i widzimy.
Nie mieliśmy masek tlenowych, wiec kiedy na wznoszeniu minęliśmy 5000 m wyjęliśmy węże tlenowe łączące butlę z maską i po otwarciu zaworu butli staraliśmy się oddychać tlenem płynącym pod ciśnieniem z węża. Było to ryzykowne i mogło stać się niebezpieczne. Po kilku minutach wznoszenia i osiągnięciu wysokości 7500 m, kiedy Obiekt nie pozwalał się do siebie zbliżyć, zgłosiłem do KL w Mielcu, że przerywam zadanie i będę schodził do lądowania. KL potwierdził, że mogę lądować i że obserwuje Obiekt i mój samolot.
Podczas zniżania nie widziałem Obiektu, jedynie KL powiedział nam przez radio, że: „Obiekt podąża za wami, zniżając się razem z wami”. Radarzysta z Sandomierza potwierdził mi, że na ekranie swojego radaru widzi tylko mój samolot. Po wylądowaniu podczas kołowania na miejsce postoju KL przekazał nam, że Obiekt obniżył się i ponownie stoi w tym samym miejscu, co przed moim startem.
Po wyjściu z kabiny razem z moim obserwatorem Henrykiem Luberą, mechanikami i innymi pracownikami STARTU obserwowaliśmy Obiekt. Po około 20 minutach Obiekt zaczął się przesuwać - lecieć z dość dużą prędkością w kierunku południowo - zachodnim z kursem na Tarnów, przemieszczając się pod wiatr wiejący z prędkością 5m/sek, to jest 18km/godz. Nie jestem specjalistą od UFO i tego typu zjawisk, ale to co widziałem, stawia wiele pytań na które jako inżynier lotniczy i pilot doświadczalny nie potrafię odpowiedzieć. [...]
UFO bardzo lubi obserwować pokazy naszych prymitywnych „statków powietrznych”. Wiemy o tym od początku lat 90-tych, kiedy na pokład Nautilusa trafiały pierwsze zdjęcia robione przez uczestników Air Show w Radomiu. Widać na nich lśniące obiekty w kształcie dysków, które subtelnie znajdują się gdzieś ukryte pod podstawą chmur. Czy widać je gołym okiem? Oczywiście, że nie, gdyż chronią ich nie znane naszej technologii „ekrany maskujące”. Czasami jednak udaje się je zdemaskować, gdyż wychwytują je matryce lub klisze aparatów fotograficznych.
W tym roku po raz kolejny nasza ekipa była na Air Show i przy pomocy naszego sprzętu wiele uwagi poświęcaliśmy nie tylko latającym samolotom czy śmigłowcom, ale także… pozornie czystemu niebu. Raz na kilka, a raczej kilkanaście lat udaje się wykryć „niewidocznych widzów pokazów skrytych w zamaskowanych powietrznych pojazdach”.



Tym razem nie udało się nam wykonać fotografii obiektów UFO, ale... w przyszłym roku oczywiście pojawimy się w Radomiu ponownie. Tymczasem nasi czytelnicy przysyłają zdjęcia z poprzednich lat wykonane podczas Air Show, na których zauważyli coś „zdumiewającego”.
Oto przykład takiej fotografii z 2009 roku. Na prawo od formacji czterech maszyn widać wyraźnie Niezidentyfikowany Obiekt Latający. I tylko przypominamy, że podczas Air Show w Radomiu jest bezwzględny zakaz unoszenia w powietrze wszelkich dronów. A już na zakończenie – to jest 2009 rok, kiedy technologia „dronowa” była jeszcze w fazie wstępnej… gratulujemy ciekawego zdjęcia.

zoom x 2

zoom x 5

Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
poprzednie wiadomości:
Polska
Sob, 31 sty 2015 16:01

OBJAWIENIA MARYJNE I UFOMatka Boska przekazała… Przenajświętsza Panienka ostrzega… Ona niczym dobra Matka radzi, aby… - przeglądając relacje z najsłynniejszych tzw. Objawień Maryjnych można mieć wrażenie, że czyta się stare numery ufologicznego pisma „Flying Saucer Review” czytaj dalej
Sob, 8 lis 2014 18:48

BLISKIE SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA Z UFO NA BAŁTYKUW 1983 roku pięcioosobowa załoga polskiego kutra uczestniczyła w historii, która właśnie trafia do światowych archiwów badania zjawiska UFO. Po raz pierwszy ujawniamy szczegóły tej sprawy. czytaj dalej
Nie, 10 sie 2014 11:05

JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI WIDZIAŁ UFOTen obiekt miał kształt dysku! Powoli przemieszczał się na niskiej wysokości. – opowiada najsłynniejszy polski jasnowidz. UFO obserwowane przez Krzysztofa Jackowskiego zostało zauważone 5 sierpnia ok. 16.00 w pobliżu Drogi Krajowej nr 22 prowadzącej z Człuchowa do Chojnic. czytaj dalej
Wt, 29 lip 2014 08:14

OBIEKTY UFO SĄ OTOCZONE POLEM MASKUJĄCYM I DZIĘKI TEMU STAJĄ SIĘ NIEWIDZIALNE DLA LUDZKICH OCZUKażdego dnia na pocztę FN przychodzą fotografie od zdziwionych czytelników serwisu, którzy wykonując fotografie na wakacjach nie wiedzieli absolutnie niczego na niebie, a potem zauważyli na zdjęciu dziwne obiekty. Technika wykorzystywana przez pojazdy UFO pozwala je skutecznie otaczać polem maskującym – to jeden z kluczy do zrozumienia tego fenomenu. czytaj dalej
Pon, 14 lip 2014 18:30

WAKACYJNY RAPORT O UFO A.D. 2014Nocne i dzienne obserwacje, zdjęcia i filmy z obiektami UFO – każdego dnia do Fundacji NAUTILUS trafiają materiały od czytelników serwisów FN. Oto kilka z takich materiałów! czytaj dalej
Pon, 7 lip 2014 23:33

W TYCH CZASACH TAJEMNICZE OBIEKTY NAZYWANO ZJAWISKIEMPrzed II Wojną Światową samoloty na niebie były zjawiskiem rzadkim, a pojęcie UFO nie istniało. Ale Niezidentyfikowane Obiekty Latające nie tylko były obserwowane, ale także lądowały, a nawet… wychodziły z nich obce istoty. czytaj dalej



www.nautilus.org.pl
English version
Kanał RSS