Emerytowany pułkownik lotnictwa, pilot doświadczalny Tadeusz Lechowicz to wieloletni "przyjaciel pokładu Nautilusa". Kiedy przejeżdżaliśmy naszym konwojem FN przez Malbork, pojechaliśmy na miejsce manifestacji UFO. W trakcie jazdy Naut-Mobile Tadeusz Lechowicz opowiedział nam o swojej obserwacji UFO, kiedy był jeszcze pilotem. Doskonale pamięta datę 10 września 1974 roku. Miał wtedy nocne ćwiczenia "na przechwycenie" - on był niby wrogiem, którego miał przechwycić inny pilot.
Leciał prędkością ponaddźwiękową od lotniska w Debrznie w stronę Włocławka. Tam dopędził go kolega. Przez chwilę siedział Lechowiczowi "na ogonie", robił fotki świadczące o wykonaniu zadania. W końcu odleciał, dla Tadeusza Lechowicza rozpoczął się nieco nudny powrót do bazy. Niedaleko Grudziądza kątem oka zobaczył silne, jasne światło.
- Musiał przejść bardzo blisko mnie, bo błyskawicznie widziałem ten obiekt w przedniej szybie - wspomina Lechowicz.
Noc był ciemna, Księżyc niewidoczny. Obraz w szybie nie był zatem refleksem. Nie był to też meteoryt, bo obiekt nie spadał. Leciał z dużą prędkością przed MIGiem 21 Tadeusza Lechowicza. Mogło to być nawet 3-4 tys. km/h!
- Leciał trzy razy szybciej ode mnie. Żaden samolot w tym czasie nie rozwijał takich prędkości - zapewnia Tadeusz Lechowicz. Widział tylko światło - żadnych elementów konstrukcyjnych. Obiekt długo jeszcze leciał przed MIGiem, nie zmniejszając swojej jasności. Widać było, że się oddala. W końcu UFO znikło, a Lechowicz słowem nikomu nie pisnął o tajemniczym spotkaniu. Takie opowieści zakończyłyby jego karierę.
Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.