startPolska
Wt, 2 lip 2019 06:06 | Czytany: 111x | Komentarzy: 0

UFO – NAJWAŻNIEJSZA TAJEMNICA NA ŚWIECIE

     


24 czerwca 1947 roku amerykański biznesmen Kenneth Arnold przelatywał swoim samolotem nad górą Rainier w stanie Waszyngton. Po lewej stronie, kilkaset metrów poniżej swojego samolotu, dostrzegł 9 metalicznych obiektów. Poruszały się one w uporządkowanym szyku z oszałamiającą prędkością. Oceniając pokonywaną przez obiekty odległość i czas obserwacji Arnold obliczył, że prędkość dziwnych statków powietrznych przekraczała dwa tysiące kilometrów na godzinę. W tamtym czasie była to prędkość niedostępna dla żadnego aparatu latającego wyprodukowanego ludzką ręką. Po wylądowaniu pilot złożył raport w delegaturze FBI. Opisując lecące obiekty Kenneth Arnold powiedział, że poruszały się niczym „podrygujące na wodzie spodki”. Z pewnością nie był świadomy, że w tym momencie przyczynił się do stworzenia jednego z największych symboli naszego świata.


UFO czyli Niezidentyfikowane Obiekty Latające (zwane także NOLami) od dziesięcioleci poruszają wyobraźnię ludzi całego świata. Czy to możliwe, że na Ziemię przybywają przybysze z obcych planet? W Polsce panuje powszechne przekonanie, że jeżeli to zjawisko nawet istnieje, to na pewno nie dotyczy naszego kraju. Tymczasem już w kronice Skoczowa kronikarz Jan Tilingner odnotował, że w 1610 roku nad miastem pojawiła się jasna kometa, która otoczona była siedemnastoma gwiazdami. Jest to prawdopodobnie najstarszy zapis obserwacji  obiektu UFO, który został dokonany na polskiej ziemi. Kroniki parafialne w całej Polsce odnotowują dziwne kuliste obiekty, które widziane były przez tysiące świadków. Niektóre przez długi czas pozostawały nieruchome, co wyklucza komety czy meteory.

 

Jedna z pierwszych wiarygodnych relacji pochodzi z 1943 roku, a jego autorem jest  Kazimierz Bzowski. Obserwacja miała miejsce w czasie, kiedy trwały walki w getcie. 9 kwietnia 1943 roku, Kazimierz Bzowski, zwiadowca AK zaobserwował statek obcych nad warszawskim gettem. Według Bzowskiego od strony Powązek nadleciał kulisty obiekt, który miał średnicę ok. 10 metrów. Kula mieniła się barwami malinową i niebieską, nie wydawała żadnego dźwięku. Kiedy Niemcy zauważyli dziwny obiekt, zaczęli do niego strzelać pociskami smugowymi. Wydawało się, że pociski nie robią mu nic złego, bo po chwili kulisty NOL wystrzelił świecą w górę i zniknął z oczu osłupiałym z wrażenia żołnierzom.

Kolejny NOL pojawił się w czasie powstania. Zenon Sergisz, naoczny świadek, relacjonował po latach, że trzy dyski pojawiły się w okolicach ulicy Kruczej i minęły się z niemieckim bombowcem.
 
Najbardziej spektakularna manifestacja UFO w Warszawie miała miejsce 30 czerwca 1961 roku. Przez około osiem godzin nad miastem wisiał obiekt przypominający złotą kulę. Świadków były tysiące, a zdjęcie NOL-u opublikował nawet Ekspress Wieczorny. Sytuacja była na tyle poważna, że władze postanowiły powiadomić o niej wojsko, które wysłało w kierunku obiektu kilka MiG-ów. Oficjalny komunikat wystosowany kilka dni później do mieszkańców miasta głosił, że był to balon meteorologiczny, który uciekł Japończykom. Warszawiacy twierdzili jednak, że ówczesny rząd kłamie, bowiem kula była tak wielka, że mogła pomieścić wszystkie samoloty, które krążyły w jej sąsiedztwie.

Tysiące relacji, tysiące świadków

 

19 kwietnia 1997 roku w Warszawie inżynier Leszek Czarnecki udał się na wieczorny spacer z psem. Pan Czarnecki znał się znakomicie na samolotach, gdyż od ponad 40 lat projektował je w Instytucie Lotnictwa. Z tym większym zdumieniem zaobserwował kulę, która z ogromną prędkością przemieszczała się z południa na północ. Kula była intensywnie biała, za sobą ciągnęła kolorowy, żółtopomarańczowy ogon. Na samym końcu od ogona odrywały się brązowe fragmenty, które natychmiast znikały. Inżynier Czarnecki ocenił, że tajemniczy obiekt poruszał się na wysokości ok. 800 metrów. Tuz po powrocie do domu wykonał precyzyjny rysunek dziwnego UFO.

Inżynier Czarnecki wykluczył zarówno samolot, jak i meteoryt. „Był to obiekt techniczny, to był piękny widok. Marzę, żeby zobaczyć go znowu” – powtarzał aż do swojej śmierci. Wspominamy go co roku i bardzo, bardzo brakuje nam naszego drogiego pana Leszka i wizyt w jego cudownej pracowni w Instytucie Lotnictwa...

 

6 czerwca 1996 roku nad Polską miał miejsce tzw. "wielki przelot" dziewięciu ognistych kul. Kilka dni później jeden ze świadków pragnący zachować anonimowość wyszedł na balkon. Niespodziewanie na wysokości 46 stopni nad horyzontem dostrzegł dziwny obiekt świetlny, przypominający dysk. Między kopułą, a dolną częścią obiektu była ciemna przerwa. Obiekt był zbyt za daleko, żeby ustalić jego szczegóły. Był koloru jaskrawożółtego, dodatkowo otoczony małą fioletową poświatą. Kopuła była bardzo duża w stosunku do "korpusu", ona też z miejsca rzucała się w oczy. Obiekt płynął bezgłośnie w powietrzu poruszając się ruchem jednostajnym prostoliniowym i po 2-3 minutach zniknął z oczu świadka.

 W 1999  roku w miejscowości Duszniki Zdrój około 21.00 młody chłopak wyszedł przed blok zapalić papierosa. Usiadłszy na pobliskim murze, zaczął palić wpatrując się bezczynnie w niebo. Nie minęła nawet minuta, kiedy dostrzegł na niebie małe, migające z częstotliwością 2 Hz czerwone światło nieco większe od przeciętnej gwiazdy. Światło/obiekt nadleciało z kierunku południowego i przecięło Duszniki Zdrój lekkim łukiem w prawo, odleciawszy na północ. W końcowej fazie lotu światło nagle przyspieszyło do niewiarygodnej prędkości i w mgnieniu oka znikło za budynkiem. Końcowa szybkość porównywalna była ze "spadającą gwiazdą", a całe zdarzenie trwało pół minuty. Takich relacji można by cytować dziesiątki tysięcy z archiwum Fundacji Nautilus, która przez 20 lat działalności w Polsce zapełniła katalogu twardych dysków terabajtami danych relacji, zdjęć czy filmów.

           Czy jednak relacje świadków wystarczą, aby uznać zjawisko UFO za wiarygodne? Na pewno pomocne są zdjęcia obiektów, które pozwalają ocenić wiarygodność obserwacji.

Autorem jednego z najciekawszych zdjęć obiektu UFO jest pilot oblatywacz, Tadeusz Lechowicz podczas pokazów lotniczych AirShow w Dęblinie, w 1998 roku. Podczas wykonywania zdjęcia widać było tylko dwa mijające się w powietrzu samoloty. Dopiero po wywołaniu kliszy i zrobieniu odbitki na zdjęciu ukazał się wyraźny, dyskoidalny obiekt, znajdujący się na wysokości ok. 400 metrów pod pułapem chmur. Badania negatywu w laboratorium wykluczyły mechaniczne uszkodzenie kliszy, lub zabrudzenie obiektywu.

Nie była to jedyna obserwacja NOLa, której dokonał w trakcie swojej kariery. Kilkadziesiąt lat temu pilotując samolot wojskowy leciał z prędkością naddźwiękową w kierunku Pruszcza Gdańskiego. Była noc, wspaniała pogoda. Nagle obok jego samolotu przeleciał kulisty NOL. Poruszał się w całkowitej ciszy. Według oceny pilota, prędkość obiektu przekraczała 4 Maha. Obiekt nie ciągnął za sobą żadnej smugi.

 

Jak przekonać ludzi, którzy „nie widzieli i nie uwierzą”?

 Jest wiele sposobów przekonania „niedowiarków” do realności zjawiska UFO. Najłatwiej jest wtedy, kiedy taka osoba sama dokona obserwacji, ale zdarza się to niezwykle rzadko. Dowodem świadczącym o UFO mogą być dokumenty wojskowe. Piloci obserwują UFO, są one rejestrowane przez radary, a szczegółowe relacje trafiają do specjalnych raportów. Najwyższym rangą polskim wojskowym, który ujawnił informacje dotyczące spotkań polskich pilotów z UFO, jest pułkownik Ryszard Grundman. W latach 1964-73 był dowódcą I Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa”, a w okresie od 1982 do 1992 roku szefem Służby Ruchu Lotniczego Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej Kraju.


Docierały do niego meldunki pilotów, którzy opowiadali o spotkaniach z dziwnymi obiektami. Przykładem może być relacja dwóch pilotów, którzy lecąc samolotem Iskra dostali informację o obiekcie w kształcie cygara, który pojawił się nad morzem, w polskiej strefie granicznej. Był on widoczny na ekranach radiolokatorów. Piloci zostali naprowadzeni na obiekt i uzyskali zgodę na atak i otwarcie ognia. Kiedy zbliżyli się na odległość strzału, UFO zaczęło manewrować, po czym z błyskawiczną prędkością oddaliło się niknąc im z oczu w ciągu kilku sekund. Ze względu na wiarygodność relacji do zbadania tej sprawy powołano specjalną komisję, która jednak nie wyjaśniła pochodzenia dziwnego obiektu.

W archiwum pułkownika Grundmana jest relacja pilotów, którzy wykonywali w 1980 roku lot nad lotniskiem Mierzyce. Dla siedmiu pilotów miał to być rutynowy lot w szyku po znanej im dobrze trasie. Po kilku minutach po oderwaniu się od pasa startowego ujrzeli ogromny obiekt wykonujący dziwne manewry. Miał kształt spodka z wyraźną kopułą na wierzchu. Piloci ocenili, że miał ok. 25 metrów średnicy. Emanował różowopomarańczowym światłem, zaś podstawa odróżniała się od reszty jasnoniebieską poświatą. Kiedy samoloty zbliżyły się do UFO na odległość 250 metrów, jeden z pilotów zameldował przez radio o kłopotach z silnikiem. W jednej chwili tajemniczy obiekt zmienił kierunek lotu i zaczął się poruszać zygzakowato w pionie i poziomie. Udało się mu zrobić zdjęcia, które zostały dołączone do meldunku o obserwacji dla dowództwa.

W 1983 roku doszło do niezwykle ciekawej obserwacji nad lotniskiem w Łęczycy koło Łodzi. Śmigłowiec z trzema członkami załogi na pokładzie dostał zadanie sprawdzenia stanu pogody. Piloci dostrzegli jasno świecącą chmurę stojącą nieruchomo na wysokości ok. 1000 metrów. Kiedy na polecenie z wieży kontrolnej zbliżyli się do niej, z chmury wyłonił się metaliczny obiekt w kształcie dysku. W ułamku sekundy UFO wzbiło się na pułap 6000 metrów. Oprócz załogi śmigłowca manewry obiektu obserwowało kilkadziesiąt osób zebranych na lotnisku. Był on zarejestrowany przez radary, a nawet udało mu się zrobić zdjęcia.

Wśród relacji zebranych przez pułkownika Ryszarda Grundmana jedną z najciekawszych jest raport sporządzony przez kpt. Apoloniusza Czernowa, który był dowódca korpusu lotniczego we Wrocławiu. 1 października 1958 roku lecąc w nocy na wysokości 4000 metrów zauważył pomarańczowożółty obiekt o pozorowanej średnicy równej wielkości księżyca w pełni. Kiedy zbliżył się do obiektu, ten najwyraźniej zachęcony tym manewrem przeleciał... pod samolotem kapitana Czernowa! Stanowisko dowodzenia zezwoliło na pościg. UFO okazało się jednak szybsze.

Mimo wielu raportów o obserwacjach przelotów obiektów wojsko polskie nie wykazuje nimi większego zainteresowania. Według pułkownika Grundmana spotkaniami z NOL-ami zajmują się tylko pojedyńczy pasjonaci, a zainteresowanie wojska zjawiskiem UFO nie ma charakteru naukowego.


 Bliskie Spotkania III stopnia

 Już dawno zauważyliśmy, że coraz mniej interesują nas zwykłe przeloty tajemniczych obiektów, gdyż niewiele z nich wynika. Najbardziej ciekawe i dostarczające wiedzy o „przybyszach z kosmosu” są tzw bliskie spotkania trzeciego stopnia (CE-III - Close Encounter of the Third Kind). Mają one miejsce wtedy, kiedy oprócz obiektu UFO obserwowana jest także jego załoga. Kłopot polega zawsze na znalezieniu dowodów potwierdzających wiarygodność opowieści świadka.

Za najbardziej udowodnione CE-III z terenu Polski uważamy oczywiście zdarzenie w Emilcinie. Powód? Od początku lat 90-tych roku mieliśmy okazję osobiście poznać większość osób, które w tej historii w ten czy inny sposób uczestniczyli.

Pewnego majowego poranka 1978 roku rolnik Jan Wolski ze wsi Emilcin koło Opola Lubelskiego spotkał na polanie kilka małych istot, które nazwał „potworakami”. Miały one na sobie ściśle przylegający do skóry czarny kombinezon i zielone twarze. Nieopodal nad ziemią unosił się błyszczący pojazd o kształcie przypominającym autobus. Według relacji Wolskiego ufonauci porozumiewali się między sobą piskliwym skrzekiem, który on porównywał do dźwięku „titititititi”. Za pomocą gestów zaprosili Wolskiego na pokład statku. Tam rolnik został poddany bezbolesnym badaniom. Istoty prześwietlały go za pomocą dwóch metalowych talerzyków. Przez chwilę zainteresowała ich jego metalowa klamra od paska. Obcy zachowywali się grzecznie i nie chcieli zrobić Wolskiemu krzywdy. Opisując wnętrze pojazdu rolnik zapamiętał otwór w ścianie, w którym znajdowało się coś w rodzaju korby. Na podłodze statku leżało kilka sparaliżowanych ptaków, które Wolski określił jako „gawrony”. Na zakończenie istoty poprosiły go, aby założył na siebie ubranie.  Następnie dały mu do zrozumienia, aby opuścił pojazd. Przypadek emilcińskiego incydentu badał ufolog Zbigniew Blania-Bolnar. Ustalił on kilka faktów potwierdzających relację Wolskiego. Ślady pozostawił nie tylko obiekt, ale także obce istoty. W ziemi wyraźnie były odciśnięte małe buty, które mieli na nogach obcy. Jan Wolski nie był jedynym świadkiem. Przelot dziwnego obiektu widział także niezależny świadek, 7-letni Adaś Popiołek. Widział on ten sam obiekt przelatujący nad jego domem, tuż po tym, jak doszło do spotkania rolnika z „potworakami”. Ufolodzy poddali głównego świadka wydarzenia wyczerpującym testom psychologicznym, które jedynie potwierdziły autentyczność jego relacji. Badano podatność na sugestię, funkcjonowanie pamięci i skłonność do fantazjowania. Wyniki były jednoznaczne: w Emilcinie doszło do kontaktu człowieka z obcą cywilizacją.

Warto spojrzeć na twarz Witolda Wawrzonka, czyli człowieka, który odegrał w tej historii bardzo ważną rolę, gdyż to do niego przyniósł zepsuty telewizor do naprawy pewien mieszkaniec jego osiedla (Wawrzonek naprawiał telewizory w Lublinie - przyp. FN), który powiedział, że w Emilcinie jakiś rolnik spotkał dziwne stwory... Jego twarz, sposób mówienia, wszystko co emanuje z tego człowieka pokazuje prawdę. I właśnie tak jest w przypadku Emilcina - ze wszystkich ludzi w ten czy inny sposób zaangażowanych z tę historię emanowała prawda, której "ani nie sposób opisać", ani "zakatalogować".

Poniżej film o Emilcinie z udziałem Witolda Wawrzonka, którego pełną wersję nasi koledzy z "Otwartego Nieba" zdobyli cudem z... ale tego zdradzić nie możemy! ;)

 

 Polska Katastrofa UFO

 Przyjęło się uważać, że zjawisko UFO polega wyłącznie na obserwacji przelotu dziwnego obiektu. Na całym świecie pojawiają się jednak relacje o katastrofach tego typu pojazdów. Jest to dziwne, zwłaszcza kiedy założymy, że cywilizacje przybywające na ziemię wyprzedzają nas w rozwoju technicznym o tysiące, jeżeli nie o miliony lat. Najbardziej znanym tego typu przypadkiem na świecie jest rzekoma katastrofa latającego spodka w miejscowości Roswell w amerykańskim stanie Nowy Meksyk. Miała ona mieć miejsce w lipcu 1947 roku. Mało kto wie, że Polska ma swoje własne „Roswell”, a zdarzenie to nosi nazwę „incydentu gdyńskiego”.

W styczniu 1959 roku do basenu portowego numer pięć w Gdyni spadł dziwny obiekt. Jeden ze świadków wydarzenia, dźwigowy Władysław Kuczyński opisywał, że obiekt „był długości ok. metra, miał półkolisty i podłużny kształt, i świecił jasnym, różowym światłem przechodzącym w ostrą czerwień”. Przelot tajemniczego przedmiotu odbywał się z ogromną prędkością. Słychać było przenikliwy świst, zaś pęd powietrza był tak duży, że stojący przy nabrzeżu statek zakołysał się.

Kolejny świadek tego wydarzenia Jan Blok opisywał, że UFO przeleciało prawie nad jego głową. W tym czasie pracował podczas załadunku na statku MS Dąbrowski.

„To coś przeleciało z wielkim świstem. Za sobą ciągnęło rozgałęzioną, krótką ognistą smugę. Zanim ochłonąłem, ten dziwoląg znikł w wodzie”

Od momentu upadku obiektu jego dalsze losy nie są pewne. Jedna z wersji mówi, że port został otoczony przez tajne służby, które wyciągnęły tajemniczy obiekt. Miał on być w specjalnym wagonie przetransportowany do Moskwy. Najbardziej fantastyczny wątek tej historii dotyczy istoty, która miała być znaleziona przez strażników portowych. Według relacji świadków nie mówiła ona w żadnym znanym języku i była ubrana w dziwny uniform. Następnie w całkowitej tajemnicy obcą istotę przewieziono do „szpitala uniwersyteckiego”, gdzie poddano ją badaniom. Jej budowa znacznie odbiegała od ludzkiej. Istota miała inne organy wewnętrzne. Zmarła, kiedy z jej ręki zdjęto tajemniczą bransoletkę. Po śmierci szczątki obcego miano przewieźć do ZSRR. Tej wersji wydarzeń nigdy nie udało się potwierdzić.

W całej historii najbardziej interesująca jest relacja wiarygodnego świadka, głównego inżyniera portu gdyńskiego Alojzego Daty. Pan Data osobiście nie widział spadającego do basenu obiektu, natomiast słyszał o tym zdarzeniu od kolegów. Inżynier twierdzi, że przez trzy dni od upadku tajemniczego przedmiotu nad Portem Gdyńskim wisiał wysoko obiekt w kształcie latającego spodka. Wtedy nikt nie skojarzył tych dwóch faktów, a tajemniczy obiekt był postrzegany jako rosyjski balon.

 

 

 

Niezidentyfikowane Obiekty Latające są częścią światowej kultury masowej. Spotykamy je na Tshirt`ach, plakatach, reklamach. Znamy badaczy UFO na świecie którzy twierdzą, że jest to częścią wielkiego planu obcych oswajających nas z myślą o tym, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Inni z nadzieją patrzą w niebo licząc, że obcy przyniosą nam ze sobą wysoką technologię i rozwiążą największe problemy naszego świata. Pozostaje jednak problem: czy istnieją naprawdę? I czy relacje, zdjęcia czy nawet ślady lądowań mogą być dowodem na ich istnienie?

Być może jest tak, jak powiedział jeden z najsłynniejszych ufologów świata, Raymond  E. Fowler:

"Dla potwierdzenia niezwykłych teorii potrzeba niezwykłych dowodów". Wszyscy, którzy śledzą nasz projekt KONTAKT wiedzą, że UFO okazało się zjawiskiem o niebo bardziej niezwykłym niż to, co można było sobie wyobrażać. Nasza wiedza o tym zjawisku jeszcze rok temu była nieporównywalnie mniejsza niż dzisiaj, a to przecież tylko 12 miesięcy.

 Co to wszystko oznacza?


 W tym krótkim eseju na temat UFO trzeba przyznać rację zmarłemu w tym roku Stantonowi T. Friedman`owi (ur. 29 lipca 1934 w Elizabeth, New Jersey, USA, zm.13 maja 2019 w Toronto, Kanada), że wraz z kolejnymi latami badania UFO te obiekty są coraz bardziej „zidentyfikowane”, a nie – jak brzmi nazwa – „niezidentyfikowane”. Wiemy, jak wyglądają, skąd przylatują, jaką mają technologię pozwalającą na przemierzanie odległości międzygwiezdnych, ale wiemy także rzecz najważniejszą – jakie mają poglądy na świat i jak wyglądają ich światy. I ta wiedza to prawdziwa bomba atomowa…

Niezależnie od tego, czy ludzie mieli okazję porozmawiać z obcymi (zdarzają się takie sytuacje!) w najbardziej rozwiniętych krajach świata czy też na małych, zapomnianych wyspach Polinezji. Odpowiedzi „obcych” są zgodne – jest wyższa świadomość, która odpowiada za istnienie życia, każda istota (w tym także zwierzęta!) ma duszę, która jest taka sama w całym wszechświecie, jest reinkarnacja, na obcych planetach nie ma państw i granic, nie ma zabijania zwierząt na „mięso, torebki i fotele samochodowe”, nie ma także religii, a jest jedynie wiedza o duchowości.

Ze zgromadzonych przez nas materiałów jasno wynika, że wyższe cywilizacje potrafiące pokonywać ogromne odległości i odwiedzać inne światy mają ze sobą porozumienie w sprawie taktyki wobec światów barbarzyńskich, czyli takich, jak Ziemia.

Jedna z podstawowych zasad mówi: zakaz ingerencji i ujawniania się. Dopóki ludzka cywilizacja nie zrozumie, że wiedza o duchowym wymiarze wszystkich istot żywych jest podstawą do zrozumienia naszego miejsca we wszechświecie i celu naszego życia, dopóki będziemy żyć w całkowitej ułudzie i fałszu, że jesteśmy jedynymi istotami we wszechświecie. Nikt nie poda nam tak wyczekiwanego „lekarstwa na raka” czy sposobu na pozyskiwanie „energii z antymaterii”, gdyż ta wiedza na naszym buraczano-kapuścianym poziomie rozwoju stanowiła by śmiertelne niebezpieczeństwo… dla nas samych. Taka technologia pozwala bowiem na skonstruowanie broni, która byłaby w stanie unicestwić życie na Ziemi. A to właśnie „broń dzięki technologii przekazanej przez obcych” byłaby pierwszą rzeczą, na której skoncentrowali by się ludzie na Ziemi. Stąd na razie nie będzie żadnego oficjalnego kontaktu, gdyż być go po prostu nie może. Ludzkość nie jest gotowa, aby przyjąć z pokorą fakt, że są cywilizacje, których rozwój nie sięga tak jak w przypadku ludzkości kilku tysięcy lat, ale wiele milionów lat, a nawet miliardów…

Jedyne co nam pozostało to uważne obserwowanie nieba i radość, kiedy udało nam się zobaczyć „ich obecność”.

Na koniec proponujemy wszystkim wysłuchanie wykładu Marca Davenporta o UFO. Jego podejście, wnioski i przemyślenia w tym temacie są w 100 procentach zgodne z tym, jak my postrzegamy to fascynujące i przejmująco prawdziwe zjawisko.



     

Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

poprzednie wiadomości:

Polska

Śr, 19 cze 2019 07:59

SPOTKANIE PROJEKTU FN ‘OTWARTE NIEBO’ W SPRAWIE FILMÓW Z OBIEKTAMI UFO NAGRANYMI W NOCY

W Bazie FN spotkała się nasza ekipa prowadzący projekt „Otwarte Niebo”. Omówiliśmy ostatnie filmy z UFO przesłane do FN i ustaliliśmy kilka zasad postępowania – coś w rodzaju naszej ‘wewnętrznej instrukcji’. czytaj dalej

Nie, 16 cze 2019 07:58

ZAGADKOWY OBIEKT PRZELATUJĄCY OBOK SAMOLOTU JAK-52 TUŻ PRZED KATASTROFĄ W PŁOCKU

Do tragedii doszło w sobotę 15 czerwca 2019. Pilot wykonywał tzw. wiązankę akrobacyjną. Podczas korkociągu i gwałtownego obniżania nie udało mu się wyprowadzić maszyny z tej figury. Jak-52 po wykonaniu kilku obrotów wokół własnej osi zamiast wyjść do lotu poziomego z dużym impetem uderzył w wodę – pilot zginął na miejscu. Wcześniej obok samolotu przeleciał dziwny obiekt! czytaj dalej

Pt, 7 cze 2019 08:01

UFO I INNE NIETYPOWE ZJAWISKA NA NIEBIE – KILKA UWAG TECHNICZNYCH

Każdego dnia (!) dostajemy od czytelników serwisu relacje, zdjęcia i filmy pokazujące niezwykłe zjawiska na niebie. Część z nich – to oczywiste – jest błędnie zinterpretowanymi zwykłymi zjawiskami. Zakładamy, że jest to większość – nawet 90 procent. Ale pozostałe 10 procent pokazuje, że nasz świat czeka zmierzenie się z największą tajemnicą wszechczasów – fenomenem UFO. czytaj dalej

Śr, 29 maj 2019 05:35

UPROWADZENIA PRZEZ UFO - MOJA HISTORIA

Nasz czytelnik opisuje wstrząsającą historię, która przydarzyła mu się w 2001 roku. Jak to wygląda? Jak klasyczne Bliskie Spotkanie Czwartego Stopnia (uprowadzenie) z UFO z wykasowaną pamięcią. czytaj dalej

Śr, 22 maj 2019 06:40

CZY OBCE ISTOTY Z UFO MOGĄ BYĆ… POMIĘDZY LUDŹMI?

Osoby śledzące serwisy FN wiedzą, że zjawisko UFO to tysiące relacji – pojazdy obcych cywilizacji pojawiają się na Ziemi, lądują, także zabierają na pokłady ludzi. Czy jednak obce istoty mogą pojawić się na ulicy? Przejść niezauważone obok nas? Ten temat powrócił w kolejnej „naradzie na pokładzie okrętu Nautilus” zespołu Projektu „Otwarte Niebo”. czytaj dalej

Wt, 7 maj 2019 08:05

OPERACJA KONTAKT: SZANSE NA OFICJALNY KONTAKT / UJAWNIENIE OBCYCH CYWILIZACJI NA ZIEMI SĄ ZEROWE

Odbyliśmy naradę via Skype z naszymi kolegami zajmującymi się UFO na całym świecie. Wniosek jest oczywisty: nie należy oczekiwać żadnych znaków czy ‘kroków do oficjalnego kontaktu’. Ludzkość nie jest na to gotowa, a fakt istnienia ‘obcych istot w innych światach’ może doprowadzić jedynie do wściekłości grupy religijne i nacjonalistyczne na Ziemi. I wielkiej wojny. czytaj dalej

zobacz archiwum...

  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.